Lewactwo atakuje w Kaliszu!

Wszelkie akcje, w których Polacy niosą pomoc Polakom na Kresach są dla lewicy bolesne. Jak pisałem wiele razy na akcja-testament.pl oraz na Kibole.pllewica nie ma Ojczyzny. Dlatego przypominanie o dawnych granicach Ojczyzny i Polakach, którzy tam pozostali – nie dotyczy czerwonych – mało tego – bardzo ich drażni.

Lewactwo atakuje

Jeśli do tego w akcję pomocy Polakom na Kresach zaangażowane są dzieci – lewactwo dostaje apopleksji. Dzieci – wedle czerwonych – powinny się zajmować losami nosorożców w Afryce, a nie historią Polski.

Ale tak nie będzie!

Będziemy pamiętać o Kresach i mieszkających tam Polakach! Będziemy im pomagać, jak tylko możemy. Będziemy przekazywać dzieciakom wiedzę o wielkiej i tragicznej historii Ojczyzny.

Polskę już odzyskaliśmy! Pozostały tylko polskojęzyczne media i jakieś tam stowarzyszenia, które gryzą po nogach, jak skopany kundel.

W Kaliszu, po raz kolejny odbywa się akcja – Konkurs Plastyczny pod nazwą:

„Kartka dla bohatera na Kresach”

Konkurs jest skierowany do uczniów klas 4-6. Konkurs organizuje Stowarzyszenie Kaliscy Patrioci.

Lewakom nie podoba się, że wśród partnerów Konkursu są: Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska.

Kaliska Inicjatywa Miejska protestuje!

Kaliska Inicjatywa Miejska – protestuje i pisze na swojej stronie, że nie pasje jej partnerstwo ONR i MW w tym Konkursie.

To nieprawda!

Kaliskiej Inicjatywie Miejskiej nie pasuje idea! Nie pasuje im samo przypominanie o Polsce, o historii Polski, o dawnych granicach i o Polakach, którzy „tam” pozostali!

Nie ma się czym przejmować!

Polska jest dla nas, dla Patriotów, nie dla lewaków. Pamiętajcie – lewica nie ma Ojczyzny! Dla „ludzi lewicy” ważniejsi było zawsze, żeby łączyli się „proletariusze wszystkich krajów” a nie obywatele kraju, w którym mieszkają.

Nie ma sensu wdawać się w polemiki z lewicą. Trzeba spokojnie odbudowywać Polskę i czekać na delegalizację organizacji, które nie są polskie!

To się spełni już wkrótce!

Tymczasem w Kaliszu trwa polemika i Stowarzyszenie Kaliscy Patrioci wydało oświadczenie w odpowiedzi na napastliwe artykuły gazety wyborczej.

OŚWIADCZENIE

W związku z kłamliwymi pomówieniami jakie ukazały się na stronie Kaliskiej Inicjatywy Miejskiej i na portalu upadającej gazety zwanej „Gazetą Wyborczą”, chcieliśmy sprostować
i wyjaśnić kilka spraw.

Organizatorem konkursu – „Kocham moją Ojczyznę – Kartka dla kombatanta na Kresach” jest Stowarzyszenie Kaliscy Patrioci. Jest to druga już edycja tego konkursu, obecnie w nieco zmienionej formule. Wszystkie kartki wykonane przez dzieci trafią do kombatantów z Kresów. Konkurs ten, jest połączony z ogólnopolską akcją zbierania żywności dla kombatantów z Kresów na Święta Bożego Narodzenia. Zbiórkę organizujemy w Kaliszu już po raz trzeci. W ubiegłym roku udało nam się zebrać rekordową ilość około 1,2 tony żywności.

Miasto Kalisz włączyło się w tą szczytną akcję fundując nagrody dla dzieci. Jest wielu patronów medialnych, a wśród partnerów projektu po raz kolejny znalazł się również ONR. Członkowie tej organizacji aktywnie wspierali poprzednie zbiórki żywności. Brali również udział
w poprzedniej edycji konkursu. Zgodnie z lewacką logiką „tolerancji” i „otwartości” Kaliska Inicjatywa Miejska wsparta donosem do upadającej gazety, chciałaby, strasząc poprawnością polityczną, odmówić praw legalnie działającej organizacji, jaką jest ONR. Manipulując wizjami brunatnych koszul, których w Polsce nigdy nie było, martwią się o prawa człowieka. W imię
tej poprawności, w czasie rewolucji antyfrancuskiej mordowano ludzi pod hasłem: „wolność, równość, braterstwo albo śmierć”. Spadkobiercy tej ideologii, chcieliby dalej hołdować terrorowi
w imię szczytnych haseł, urządzać bezkarnie kolejne ludobójstwa nazywając to „nowoczesnością”. Dyktatura proletariatu i inżynieria społeczna uprawiana przez komunistów pochłonęła setki milionów istnień ludzkich – tak wygląda „tenkraj”, do którego dążą lewacy i nazywają to nowoczesnością.

Szkoda, że owa „opiniotwórcza” Kaliska Inicjatywa Miejska nie oburzyła się, kiedy zbezczeszczano Orła Białego – godło państwa polskiego, czy mural z Romanem Dmowskim – ojcem polskiej niepodległości oraz z symbolem NSZ. Dlaczego? Może dlatego, że jej obecny wstręt do wszystkiego co polskie i narodowe ma korzenie w internacjonalizmie, tym samym, któremu hołdowali Lenin i Stalin.

Jest wyjątkową podłością, że KIM, uciekając się do donosu do upadającej gazety, chce straszyć Polaków tradycjami. Autor komentarza znajdującego się pod tekstem upadającej gazety, pan Roman Kowal napisał, że nawiązywanie do tradycji Obozu Narodowego to zaszczyt.
W komentarzu czytamy: „(…) prezes Młodzieży Wszechpolskiej oraz przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego Jan Mosdorf zabity w Auschwitz. Roman Rybarski – wybitny polski ekonomista, działacz narodowej demokracji rozstrzelany w Auschwitz. Stanisław Piasecki ONRowiec rozstrzelany przez Niemców w Palmirach. Kazimierz Kowalski – adwokat, prezes Stronnictwa Narodowego, wraz z bratem Bolesławem rozstrzelani przez Niemców. Józef Mazur – poseł Stronnictwa Narodowego, aresztowany przez gestapo i rozstrzelany. Paweł Ossowski, adwokat, doktor prawa, działacz Związku Ludowo-Narodowego i Stronnictwa Narodowego, senator, rozstrzelany przez Niemców. Janusz Rabski, adwokat, pisarz, działacz Młodzieży Wszechpolskiej
i Stronnictwa Narodowego, aresztowany przez Niemców wiosną 1940 roku i osadzony na Pawiaku. Zmarł w wyniku nawrotu gruźlicy kości. Witold Rothenburg-Rościszewski, adwokat, działacz RNR „Falanga”, aresztowany przez gestapo w 1943 roku. Zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach….”.

Pragniemy przypomnieć, że konkurs nie jest obowiązkowy, żadna szkoła nie została zmuszona do wzięcia udziału. Odsyłamy do relacji z poprzedniej edycji konkursu, w którym można zauważyć radość dzieci oraz zainteresowanie tematem:

https://www.youtube.com/watch?v=VlNVUMqGmZU (YOUTUBE: Konkurs plastyczny: „Kocham moją Ojczyznę” Kalisz 2015). Jak widać radość dzieci, budowanie tożsamości narodowej oraz patriotyzm to pojęcia obce KIM i upadającej gazecie.

Pragniemy również podkreślić, że Kaliska Inicjatywa Miejska współpracuje z Fundacją
im. Stefana Batorego, której założycielem i fundatorem jest George Soros – człowiek, którego fundacje są zakazane między innymi na Węgrzech i delegalizowane na całym świecie.
Chcemy również podziękować KiM za donos do upadającej gazety i, jakby nie było,
za darmową reklamę naszego stowarzyszenia oraz konkursu.

„Obłęd” – wyborcza

Ja i moi Bracia wypowiadamy wojnę…Obłęd!

Z okazji waszego fałszywego święta, na zasadzie wzajemności, życzymy wam, wrogowie Ojczyzny dokładnie tego samego, czego wy życzycie Nam. Tylko dwa razy bardziej. Specjalnie dla was, teledysk zaprzyjaźnionego zespołu „Obłęd”, czyli Coś dla oka i Coś dla ucha.

Politycznie Niepoprawny B

Fot. Obłęd

Wyborcza łże, jak zwykle!

Artykuł na profilu Leszka Żebrowskiego w odpowiedzi na artykuł gazety [tfu!] wyborczej.

Ręce opadają!

Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać.

W dniu wczorajszym, 25 stycznia 2016 r. w… (trudno, muszę napisać to słowo) „Wyborczej” w dodatku „Ale historia” profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dr hab. Rafał Wnuk zamieścił obszerny materiał zatytułowany: „Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda”.

Odkłamywanie legend historycznych jest rzeczą twórczą i chwalebną, pod warunkiem, że „odkłamiacz” zna się na rzeczy a odkłamywana dziedzina nie jest mu obca. Sprawdzanie, czy dany autor ma faktycznie coś sensownego do powiedzenia, zaczynam na ogół od spraw formalnych, czyli od weryfikacji faktografii, nazewnictwa, nazwisk (i pseudonimów…). Z ogromną przykrością muszę stwierdzić, że prof. KUL wyróżnia się (tak, wyróżnia, a nie jest jednym z wielu „histeryków” z minionej epoki) niechlujnością, ignorancją i operowaniem ideologicznymi ogólnikami z minionej (?) epoki rodem.

Czyli do rzeczy

Dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ był wg niego jakiś „Władysław Szacki„. To nie jest oczywista omyłka, bo w tym samym tekście to powtarza. Jego zastępcą nie był jakiś „Władysław Jaxa Marcinkiewicz”. (Dla ułatwienia podam autorowi, że nie chodzi też o Kazimierza Marcinkiewicza, znanego z tego, że onegdaj był mężem Isabel…). Płk dypl. Tadeusz Kurcyusz Żegota” nie był „komendantem głównym” NSZ. Nomenklatura była bowiem inna. Stanisław Nakoniecznikow nie był „rotmistrzem”, tylko majorem sł. st. kawalerii WP. Trudno mówić o skazaniu go przez sąd AK „za dezercję”, bowiem wraz z nim – na skutek bardzo dramatycznych wydarzeń – do NSZ przeszedł prawie cały Podokręg Północ AK. Tysiące żołnierzy.

Albin Rak był majorem sł. st. WP, w NSZ-AK podpułkownikiem, a nie pułkownikiem. Osławiony „Tom” (oficer AK z Okręgu Lublin) nazywał się „Herbert Jura” wyłącznie w ubeckich gnieciuchach. Do dziś nikt nie ustalił jego prawdziwej tożsamości (chyba, że autor to zrobił?). Zamieszczona jako ilustracja do artykułu fotografia „Toma” nie jest „jedyna”. Jeśli jest, to wyłącznie dla autora. Przy okazji dziękuję dr. hab. Rafałowi Wnukowi za wykorzystanie m. in. moich fotografii. Ale zwracam uwagę, że mimo iż od dawna są one znane i prawidłowo opisane, dla autora to nadal terra incognita, datuje je bowiem na… przełom 1944/1945, choć wiadomo, że zostały wykonane w Maciejowie 26 grudnia 1944 r.

W NSZ nigdy nie było struktury pod nazwą „Sztab Główny” a płk Kurcyusz był dowódcą tej organizacji.

I tak dalej… W zasadzie powinienem na tym, zakończyć i poprosić autora o pobranie choćby „krótkiego kursu” historii NSZ, ale jestem coś winien Czytelnikom.

Skandaliczne wątki, poruszone przez autora – o bardzo silnym podłożu emocjonalnym i ideologicznym (z wydawałoby się, przezwyciężonej epoki komunistycznego ciemnogrodu), wymagają odpowiedniego komentarza. Przynajmniej niektóre, bo to nie jest miejsce do całościowej polemiki.

Wojna domowa

W okupowanej Polsce nie było wojny domowej, choć autor ją wymyśla na Kielecczyźnie, określając ją nawet jako „krwawą”. 22 lipca 1943 r. oddział NSZ, podszywając się pod grupę GL z Lubelszczyzny, nawiązał kontakt koło leśniczówki Puszcza w lasach przysuskich. Nie była to „komunistyczna partyzantka” im. Ludwika Waryńskiego, choć posługiwała się tą nazwą. Była to krwawa banda, dowodzona przez niejakiego Izraela Ajzenmana, przedwojennego pospolitego kryminalisty i recydywisty (półanalfabetę), skazywanego wielokrotnie przez sądy II RP za napady (w tym z bronią w ręku) także na bogatych Żydów… Pół roku wcześniej owa banda spacyfikowała miasteczko Drzewicę. Zamordowali bestialsko – w ramach „czyszczenia terenu z reakcji” (tak, to ich język, analogiczny do pojęć niemieckich nazistów, którzy również „czyścili teren”) siedmiu mieszkańców, w tym dyrektora miejscowej fabryczki Gerlach, aptekarza, nauczyciela…

Siedmiu „gwardzistów ludowych”, przechwalając się swymi dokonaniami, ze szczegółami opowiadało, jak dokonali tej masakry. Odbył się sąd polowy i zwyrodnialcy zostali powieszeni na miejscu. Niestety, nie była to cała grupa Ajzenmana. Innych ścigały miejscowe patrole AK, dość skutecznie, ale nie wszyscy zostali zlikwidowani. Banda była zatem notorycznym zagrożeniem dla okolicy. Jeszcze pod koniec 1944 r., tuż przed tzw. wyzwoleniem, Ajzenman był ostrzegany przez swych komunistycznych pryncypałów, że ma w terenie „opinię mordercy”.

Muszę tu wspomnieć jeszcze jedną rzecz. Gwardziści bardzo lubili „nowoczesne” zabawy z kobietami. Gwałty i morderstwa, a po takich uciechach ciała układali w gwiazdy. Jeśli prof. KUL chce nadal bronić komunistycznych bandziorów, zalecam mu wycieczkę do Archiwum Akt Nowych i zapoznanie się z zespołami 190, 191 i 192 (dokumentacja wojennej PPR i GL-AL). I oczywiście ze wstrząsającymi dokumentami podziemia niepodległościowego. Na skróty też można, bo sporą część dowodów takich zbrodni już opublikowano.

Kolejna sprawa dotyczy Rząbca i rozstrzelania kilkudziesięciu Sowietów, udających „partyzantkę sowiecką”. Było to 8 września 1944 r. Wnuk twierdzi, że to była sowiecka partyzantka, w dodatku niezmiernie liczna (250 osób!), pod dowództwem Iwana Karawajewa. W istocie zawiązek tej grupy mieli stanowić zrzuceni przez Sowietów funkcjonariusze NKGB (11-osobowy desant „Szturm”). Ale skąd mieli wziąć w drugiej poł. 1944 r. Sowietów do swoich szeregów? Na tym terenie ich nie było, to przecież nie Kresy Wschodnie, tylko centralna Polska. A właściwie byli. Zapleczem mieli stać się „zbiegli z niewoli jeńcy radzieccy”. Tak głosi wersja oficjalna, wylansowana w mrocznej epoce Polski Ludowej (i jej się trzyma Rafał Wnuk, profesor KUL). W istocie byli to członkowie kolaboracyjnych formacji pomocniczych, tworzonych przez Niemców do pacyfikacji polskiej ludności. SS-Wachtmanschaften… Tak, powtarzam – były to jednostki podległe SS! Zwano je później popularnie, choć nieprecyzyjnie „własowcami”. Działacze PPR przyznawali, że ze strachu o swe własne życie odebrali im broń! Nic dziwnego, bo sowieccy SS-mani pacyfikowali tuż przed ucieczką do lasu okolicę. Co można było z nimi zrobić? Wypuścić i pozwolić im dalej uprawiać zbrodniczy proceder?

Wg Wnuka BŚ NSZ „zabiła w sumie kilkuset członków i sympatyków PPR i AL”. Od profesora historii KUL należy wymagać czegoś więcej, niż bezkrytycznego powielania bredni ppłk. UB Ryszarda Nazarewicza i innych „utrwalaczy władzy ludowej”.

I jeszcze jedno. Dr hab. historii Rafał Wnuk napisał, że „wszystkie ważniejsze decyzje”, dotyczące Brygady, „akceptowało berlińskie dowództwo SD i Abwehry”. Programy szkoleniowe dla jej żołnierzy mieli opracowywać (w 1945 r.!) bardzo wysocy funkcjonariusze III Rzeszy Niemieckiej: szef wywiadu SD Brigadeführer (tak, profesorze, to się pisze z dużej litery…) Walter Schellenberg, SS-Obersturmbannführer Otto Skorzeny (tak, profesorze, to prawidłowe brzmienie jego nazwiska) oraz sam gen. por. Reinhard Gehlen, szef Fremde Heere Ost w Sztabie Generalnym Wojsk Lądowych (OKH).

Jest to imponujące odkrycie, zaiste niezwykłe. Nie wpadli na to nawet komunistyczni propagandyści spod znaku Jakuba Bermana! Jeśli to prawda, prof. KUL powinien niezwłocznie opublikować stosowne dokumenty, potwierdzające jego twierdzenia. Jeśli ich nie ma, dołącza w ten sposób (dobrowolnie!) do grona komunistycznych kłamców.

Gdy w styczniu ruszył front wschodni, przed nim wycofywało się (w nieładzie lub w sposób zorganizowany) 1,5-2 mln ludzi z terenów, które już ponownie okupowali Sowieci, oraz z rdzennej Rosji. Uciekali wszyscy, którzy po czerwcu 1941 r. ujawnili jakiekolwiek oznaki radości z klęsk sowieckich. Byli wśród nich m.in. Kozacy, ludy kaukaskie, mieszkańcy krajów bałtyckich, jak również społeczności i mniejszości religijne (w tym np. starowiercy). W tym kontekście należy widzieć przemarsz zaledwie 800-osobowej Brygady. Mimo upływu ponad 70 lat od zakończenia działań wojennych i dostępności wszystkich archiwów z tego zakresu, do dziś nikt nie natrafił na dokumenty, potwierdzające realną współpracę Brygady, w dodatku na tak wysokim szczeblu. A przecież aparat propagandowy Josepha Goebbelsa (ministra propagandy i wreszcie kanclerza Rzeszy) na przełomie 1944/1945 r. przymilał się do Polaków: „tylko orientacja europejska może uratować Polskę”… (Skąd my to znamy?).

Dowódca Brygady do końca informował swych żołnierzy, że wycofuje się ona w celu połączenia się Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie. Brygada nigdy nie podjęła żadnych działań na rzecz Niemców, choć była do tego usilnie namawiana. Nie weszła też w skład „międzynarodówki antybolszewickiej” z udziałem m. in. Waffen SS i… Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jak to kategorycznie obwieścił nam autor owej gazety, wymienionej na początku!

Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać. Być może „najlepiej”, jak potrafił, ale od osoby posługującej się stopniem i tytułem naukowym mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek wymagać czegoś więcej niż tekstu na poziomie „Trybuny Ludu”. Można oczywiście całość skwitować, że jaka gazetka, taka historyjka (vel histeryjka). Organ z ul. Oszczerskiej wielokrotnie osławił się paszkwilami i był na tym łapany. Niczego to ich – jak widać – nie nauczyło.
Ale z powodu coraz niższego poziomu tandetnej propagitki, upudrowanej w celu ukrycia elementarnych braków, można im (gazetce i autorowi) tylko współczuć, bo przecież będzie im to zapamiętane.

Po prostu ręce i gacie opadają…

Na zdjęciu: więźniarki z obozu koncentracyjnego w Holiszowie, wyzwolonego przez Brygadę Świętokrzyską.

Dość kłamstw w mediach!

Dość kłamstw w mediach!

Zanieśmy to hasło do Warszawy, na ulicę Czerską pod siedzibę gazety wyborczej i radia TOK FM a następnie na Woronicza pod siedzibę Telewizji „Polskiej”!

DOŚĆ KŁAMSTW W MEDIACH! POPIERAMY POWSTANIE NOWEJ TELEWIZJI POLSKIEJ I NOWEGO POLSKIEGO RADIA! Stowarzyszenie RKW Ruch Kontroli Wyborów Ruch Kontroli Władzy zgłosiło ogólnopolskie zgromadzenie publiczne.

W dniu 13 grudnia, w niedzielę, godz. 12.30 w kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, demonstrować będziemy przeciwko kłamstwom i nienawiści w polskojęzycznych mediach popierając konieczność wprowadzenia zmian w ustawodawstwie i powołanie nowej Telewizji Polskiej i nowego Polskiego Radia, czyli mediów służących Narodowi!

Pójdziemy pod Gazetę Wyborczą na ul. Czerskiej a później na Woronicza pod Telewizję „Polską”!!!

MAMY DOSYĆ KŁAMSTW W MEDIACH, ICH NIENAWIŚCI WOBEC POLSKI, POGARDY DLA JEJ CHRYSTUSOWEGO DZIEDZICTWA! DOŚĆ NISZCZENIA NASZYCH RODZIN I KULTURY, PRZYJMOWANIA WROGICH, OBCYCH WZORCÓW, USPRAWIEDLIWIANIA ISLAMISTÓW I ICH SPROWADZANIA DO POLSKI!

POLSKA WIERNA BOGU KRZYŻOWI I EWANGELII!

Więcej na stronie Ruch Kontroli Wyborów

Michnik – autorytet:-)

Jeszcze jedna, świeża informacja w sprawie mediów polskojęzycznych:

W Krakowie odbyła się gala finałowa plebiscytu Mediatory. Został tam uhonorowany niesławny redaktor naczelny Gazety Wyborczej – Adam Michnik, w dziedzinie… autorytet dziennikarski! Z tego powodu działacze Młodzież Wszechpolska – Okręg Małopolski udali się na miejsce, by przyznać redaktorowi naczelnemu GW w osobnej kategorii…

Byliśmy mile zaskoczeni pozytywną reakcją uczestników gali – ludzie sami podchodzili, by robić sobie z nami zdjęcia, wyrażając dezaprobatę z powodu komizmu sytuacji, w której Michnik dostaje nagrodę w takiej dziedzinie.

Gówno prawda

Zdrajcy pod sąd!

Pisane 5 listopada, ale jeszcze przed informacją o śmierci Kiszczaka. Wiem, że dziś nic nie przebije tego „newsa”, ale moje pisanie tyczy też „człowieka honoru”…

„Dziennikarze” pedałen pod sąd! Olga Tokarczuk, Anda Rottenberg i wielu, wielu innych – pod sąd! A, wyrok może być tylko jeden, śmierć! Oczywiście mam na myśli śmierć „cywilną”, czyli ostracyzm towarzyski

Jak pewno wiecie, Szanowni Czytelnicy jestem wielkim admiratorem „Polskiego Kodeksu Honorowego” Władysława Boziewicza. Czytam go często na uspokojenie, szczególnie gdy „pisarka” towarzyszka Tokarczuk Olga lub inna swołocz odezwie się w mediach.

Ale, przyznam się szczerze, nie miałem pojęcia o istnieniu Kodeksu Moralności Obywatelskiej. Dopadłem tej wiedzy niedawno i dla tych, co też nie wiedzieli przedstawiam. Sądzę, że przydałby się nam – Polakom teraz, gdy okupacja juni jełropejskiej zaciska nam pętlę.

Dlaczego powstał Kodeks Moralności Obywatelskiej?

Departament Sprawiedliwości Delegatury Rządu na Kraj w 1941 roku (tak podają dostępne źródła), opracował zbiór norm moralnych i prawnych dla mieszkańców okupowanej Polski. Kodeks w swoim założeniu miał wyraźnie precyzować granice prawne i etyczne, których Polakowi przekraczać nie było wolno.

Kodeks miał być także wyraźnym sygnałem, iż mimo okupacji Niemieckiej istnieją autorytety, których wyrazicielem są nie tylko wartości moralne, ale również istnieje siła w ich egzekwowaniu.

Kodeks zawierał 25 punktów podzielonych na działy. Każdy z nich odnosił się do innej kategorii przestępstw, za które groziła określona kara.

Przestrzeganie tego Kodeksu, było wyznacznikiem bycia Polakiem.

Za złamanie Kodeksu Moralności Obywatelskiej groziła tylko jedna kara!

Kodeks głównie w dziale pierwszym przewidywał wyliczenie najcięższych zbrodni, jakie Polak mógł popełnić w stosunku do swego narodu. Za jego popełnienie groziła tylko jedna kara – kara śmierci. A były to zbrodnie polegające na:

1. zapieraniu się własnego narodu,

2. czynnemu współdziałaniu z wrogiem w walce skierowanej przeciwko Państwu i Narodowi Polskiemu oraz jego sprzymierzeńcom,

3. donosicielstwu na swoich rodaków,

4. nieudzielaniu schronienia do okazania pomocy osobie ściganej przez wroga z powodu jego służby dla Państwa i Narodu Polskiego,

5. działaniu w celu osłabienia ducha obronnego Narodu Polskiego w podejmowaniu działań mogących tego ducha osłabić.

Dział trzeci Kodeksu obejmował przestępstwa przeciwko moralności obywatelskiej.

Karą za ich niestosowanie było wyłączenie ze społeczności polskiej, czyli niemożliwość piastowania jakichkolwiek funkcji w tym państwowych czy samorządowych oraz społecznych. A były to przestępstwa polegające na:

1. utrzymywaniu z wrogiem zażyłych znajomości lub stosunków miłosnych,

2. ośmieszanie i krytykowanie publiczne wobec wroga prawa i obyczaje Narodu Polskiego

całość i artykuł, który cytuję znajdziecie na interia360.pl

Źródła:

1. Więzy pamięci niepodległej Polski, praca zbiorowa, Znak Horyzont, 2014.

2. Grzegorz Górski, Administracja Polski Podziemnej w latach 1939-1945, Studium historyczno-prawne,Fundacja Inicjatyw Lokalnych „Pomerania” 1995.

3. Tomasz Szarotka, Okupacyjnej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik 1988.

Trzeba dbać o Tokarczuk!

Trzeba dbać o „pisarkę” panią Olgę Tokarczuk, żeby jej włos z głupiego łba nie spadł, żeby się nie przeziębiła i nie zapiła się ze strachu.

Czas cytatem z Cześnika podeprzeć me wezwanie:

„Nie wódź mnie na pokuszenie,

Ojców moich wielki Boże!

Wszak gdy wstąpił w progi moje,

Włos mu z głowy spaść nie może.”

Szanowni Państwo!

Jeśli pani Tokarczuk się rozchoruje ze strachu przed hejtem i zejdzie – zostanie świętą lewactwa na wiele, wiele lat! Nie wolno do tego dopuścić!

Gazjetta wiborczaja pisze:

„Kiedy po wręczeniu nagrody Nike, Tokarczuk, laureatka tego wyróżnienia, udzieliła wywiadu TVP, internet zalały głosy hejterów. Za wzmiankę o odpowiedzialności Polaków m. in. za zbrodnie wobec Żydów zaatakowano ją wyjątkowo brutalnie – pojawiły się zarówno wulgarne wyzwiska, jak i groźby pozbawienia życia i zdrowia. Zareagowali także m. in. członkowie działającego w Nowej Rudzie stowarzyszenia Noworudzcy Patrioci. A także m. in. właściciel działającego w tej miejscowości kantoru Mariusz Myrcha, który zachęcał, żeby odwiedzić położony w pobliżu Nowej Rudy dom pisarki.”

Na to z pomocą pośpieszyła Rada Miejska Nowej Rudy, której „pisarka” jest honorowym obywatelem.

„Rada Miejska Nowej Rudy wyraża sprzeciw wobec fali ksenofobicznej agresji skierowanej do wybitnej pisarki Olgi Tokarczuk, Honorowej Obywatelki Miasta Nowa Ruda” – czytamy w dokumencie. Radni podkreślają w nim bliski związek Tokarczuk z miastem i okolicami. Piszą też: „W sytuacji zmasowanego ataku na mieszkankę naszego miasta, pragniemy wyrazić oburzenie wobec wszelkich przesyconych nienawiścią komentarzy oraz gróźb wymierzonych w Olgę Tokarczuk. Nie zgadzamy się na propagowanie wrogości oraz nietolerancji wobec osób, które odważnie wyrażają swoje poglądy. Potępiamy ten jakże bolesny rodzaj przemocy, jakim jest obrażanie i zastraszanie, których adresatem została w ostatnich dniach Olga Tokarczuk. Kategorycznie sprzeciwiamy się dawaniu pozwolenia na rozpowszechnianie się mowy nienawiści w przestrzeni publicznej, w której powinno być miejsce na merytoryczną dyskusję, szczególnie w odniesieniu do kwestii historycznych, a nie na upowszechnianie awanturnictwa i nawoływanie do skrajnie nacjonalistycznych zachowań.”

Nie wódź mnie na pokuszenie, Ojców moich wielki Boże!

Fredro ma rację! Ale, kto ją kurwa zaprosił w nasze progi?

Może więc działać inaczej? Może wziąć przykład z Emiliana Kamińskiego? Bo śmiech też boli, czasem bardziej niż groźby…

Wyborcza broni Tokarczuk!

Wyborcza broni swoich zawsze i wszędzie! Broni więc „pisarki” Olgi Tokarczuk! Atakuje patriotów! Sprawa wypowiedzi tej pani ma wymiar ogólnopolski i międzynarodowy, ale też i lokalny. Otóż pani Tokarczuk jest… honorowym obywatelem Nowej Rudy. Stąd też agresja gazety skierowana konkretnie w Noworudzkich Patriotów. Publikujemy oświadczenie w tej sprawie.

gazeta Tokarczuk

Oświadczenie ze strony Noworudzcy Patrioci

Olga Tokarczuk w ostatnich dniach zdobyła sławę mówiąc w wywiadzie, że Polacy byli „mordercami żydów” i „właścicielami niewolników”. Po tych haniebnych słowach pseudo pisarki, która widocznie opuszczała lekcje historii w szkole, w internecie wybuchła burza komentarzy i wcale nikogo to nie dziwi oczywiście poza redaktorami propagandowej, komunistycznej gadzinówki – Gazety Wyborczej.

Jako Noworudzcy Patrioci skomentowaliśmy tą sprawę na naszym profilu FB ponieważ Tokarczuk jest honorowym obywatelem Nowej Rudy, a jej słowa nie przynoszą chluby naszemu miastu oraz gminie. Zabraliśmy głos w tej sprawie jako wolni obywatele demokratycznego państwa, w którym obowiązuje wolność słowa. Niestety jednak nie każdy o innych poglądach niż nasze potrafi poszanować zdanie innych osób, a w szczególności odnosi się to do znanej jako obrońcy mniejszości – Gazety Wyborczej.

Bez pardonu zostaliśmy obrzuceni przez Gazetę Wyborczą stekiem kłamstw, pomówień oraz bzdur wyssanych z palca. Wczoraj w lokalnym internetowym wydaniu komunistycznej gadzinówki pojawił się artykuł, w którym Magda Piekarska stwierdza – „Na profilu Noworudzkich Patriotów pojawiły się ostrzeżenia, że Tokarczuk nigdy nie będzie czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Pod jej adresem padały obelgi „żydowska szmata” i „ukraińska kurwa” (część najostrzejszych postów później usunięto, jednak prawnik pisarki ma zapisane zrzuty z ekranu z tymi wpisami). Nie trzeba było długo czekać, żeby hejt rozlał się po całym kraju. Wśród nienawistnych wpisów znalazły się też groźby zabicia pisarki.” Pod artykułem pojawiła się lawina komentarzy, które w bardzo wulgarny sposób obrażają polskich patriotów. W dniu dzisiejszym również w papierowym ogólnopolskim wydaniu tej gazety na pierwszej stronie pojawił się artykuł Mariusza Jałoszewskiego, który tak samo jak jego redakcyjna koleżanka przedstawia nas jako „hejterów”.

W tym miejscu chcemy oświadczyć, że w naszym komentarzu do sprawy nie ma ani jednego słowa, które miałoby obrażać pisarkę, nawoływać do nienawiści ani grozić śmiercią! Bzdurą jest też, że użyliśmy jakichkolwiek wulgaryzmów w kierunku Tokarczuk, a nasza opinia na temat haniebnych słów zakłamujących historię w żaden sposób nie obraża tej kobiety. Post o którym mowa nie został usunięty z naszej strony, ani nie był edytowany. Nie został też usunięty przez nas ani jeden komentarz pod tym postem dlatego zweryfikowanie tych faktów jest w każdej chwili możliwe przez każdego. Kłamstwem jest też, że były takie komentarze jak „żydowska szmata” czy „ukraińska kurwa”. Żadnego takiego komentarza tam NIE MA, a cała sprawa jest nagonką na patriotyczne środowiska, które od dawna są znienawidzone przez Adama Michnika.

gazeta wyborcza

Jednocześnie apelujemy do władz miasta i burmistrza Nowej Rudy o wydanie oświadczenia, w którym zostanie przedstawione ich stanowisko w sprawie słów wypowiedzianych przez Olgę Tokarczuk. Ciekawi nas czy noworudzcy urzędnicy mają takie samo zdanie jak pisarka, że Polacy byli mordercami żydów i byli właścicielami niewolników. Można też zapytać historyków, którzy zasiadają w radzie miasta czy faktycznie było tak jak mówi Tokarczuk.

Redaktorom tej gazety szukającym sensacji proponujemy się zająć sprawą brata naczelnego redaktora Adama Michnika – Stefanem Michnikiem, który był kapitanem Ludowego Wojska Polskiego, komunistycznym zbrodniarzem, mordercą polskich bohaterów antykomunistycznego podziemia, który wydawał stalinowskie wyroki śmierci i nigdy nie został skazany za swoje komunistyczne zbrodnie.

Noworudzcy Patrioci

Wyborcza a Powstanie – kłamstwa!

„Gazeta Wyborcza a Powstanie Warszawskie” – wykład „wspólny”: Leszek Żebrowski, Marek Chodakiewicz, Stanisław Michalkiewicz.

Szanowni Czytelnicy!

Warto, powiem więcej – trzeba koniecznie przeznaczyć dwie godziny na wysłuchanie tego wykładu. Dlaczego? Bo już tylko w nas nadzieja, że przeniesiemy prawdę o Pamięci Bohaterów dalej, że przekażemy ją młodszym Polakom. Oni – uczestnicy Powstania Warszawskiego spełnili swój obowiązek.

Do nas należy zrozumieć ich losy, pielęgnować pamięć i przekazywać ją dalej!

Trzeba wiedzieć, że cały czas są w Polsce „grupy interesów”, które chcą za wszelką cenę wrobić Polakom poczucie winy i wstydu za polską historię.

Zostało już niewielu Powstańców i… My. Od nas zależy – jaki będzie obraz Powstania Warszawskiego w całym świecie!

Każde zdanie tego wykładu mówi nam jak było naprawdę i jak fałszowana jest prawda. Dlatego siadajmy wygodnie z przyjaciółmi i słuchajmy!

Cześć i Chwała Bohaterom! Hańba ich mordercom!

Spotkanie poświęcone roli „Gazety Wyborczej” w kształtowaniu narracji dotyczącej historii Powstania Warszawskiego. Pretekstem do niego będzie nowe wydanie głośnej książki Leszka Żebrowskiego pt. „Paszkwil Wyborczej”, w której zdemaskował on manipulacje w tekście przypisującym powstańcom zbrodnie na ludności żydowskiej. W debacie wokół publikacji udział wezmą: autor Leszek Żebrowski, prof. Marek Jan Chodakiewicz oraz Stanisław Michalkiewicz. Spotkanie odbyło się w piątek 31 lipca o godz. 18.30 w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie.

Film od: Blogpressportal

Tylko świnie siedzą w kinie!

Podczas okupacji Niemcy postanowili zadusić wszelkimi sposobami polską kulturę. Jedną z metod było sprowadzenie poziomu działających (za zgodą okupanta) teatrów, kabaretów, kin do poziomu rynsztoka.

Jednak niektórzy ludzie (nie nam ich sądzić) potrzebowali, nawet tandetnej rozrywki i do kin, teatrów chadzali. Polskie Państwo Podziemne (jego organizacje) odpowiadało na to hasłami na murach: „Tylko świnie siedzą w kinie” i „Padlina idzie do kina”. Zdarzały się też akcje ze śmierdzącymi, żrącymi substancjami wrzucanymi do kawiarni, sal kinowych i teatralnych.

Dziś, z okazji filmu „GnIda” i „Pokłosie” hasło o świniach powróciło (i dobrze!).

Podobnie było z propagandą. Niemcy wydawali – po polsku – gazety, w których prócz dumnych informacji o „sukcesach armii niemieckiej” były też zwykłe ogłoszenia typu „kupię sprzedam”, nekrologii, informacje o zakazach, nakazach i represjach. Działały „szczekaczki” czyli głośniki w miejscach publicznych oraz radio, nadające po polsku.

Polskie Państwo Podziemne uważało, że Polacy nie powinni słuchać i czytać tej propagandy. Tym bardziej – współpracować z nimi. Gazety nazywano „gadzinówkami”.

Najpopularniejsze tytuły to: „Nowy Kurier Warszawski”, „Kurier Częstochowski”, „Goniec Krakowski”, „Dziennik Radomski”, „Goniec Codzienny”, „Ilustrowany Kurier Polski”, „Gazeta Lwowska”, „Fala”. Gadzinówkami okupanta sowieckiego były „Prawda Wileńska”, „Prawda Komsomolska”, „Wolna Łomża” i „Czerwony Sztandar” we Lwowie.

Dziś media są technicznie inne, niż za okupacji niemieckiej. Służą okupacji unijnej, pełniąc identyczną rolę. Ogłupiają Polaków programami rozrywkowymi na poziomie slamsów, fałszują historię emitując przygody ormowca, kapitana Klossa i czterech pancernych, deprawują młodzież teoriami gender, brutalnie walcząc z Kościołem, wreszcie podając fałszywe informacje o „sukcesach” okupanta czyli unii europejskiej.

Oczywiście – kary za spalenie „flagi” okupanta (która wszak flagą nie jest) są mniejsze niż za rysunek przekreślonej swastyki podczas okupacji. Przynajmniej na razie są mniejsze…

Pan Leszek Żebrowski, znany Wam z licznych wykładów i publikacji na temat historii Polski, losów Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych, na jednym ze spotkań nawiązał do używanego podczas okupacji powiedzenia „Tylko świnie siedzą w kinie”. Tłumaczył też słuchaczom, jak Polacy reagowali na propagandę niemiecką. W skrócie pisząc – nie wypadało czytać niemieckiej (wydawanej po polsku) prasy, chodzić do kina, teatrów, czy też teatrzyków (kabaretów).

Dziś też mało kto chwali się, że ogląda TVN i niewiele osób czyta publicznie gazetę wyborczą.

Ale jednak…

Wspomniany Leszek Żebrowski powiedział znamienne słowa: „oprócz tych, którzy musieli czytać ze względów zawodowych” czyli ludzi pełniących ważne funkcje w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. Te osoby – musiały – wiedzieć, co pisze wróg.

Nie jestem historykiem, nie pełnię żadnych funkcji politycznych, ale… Mój Dziadek, gdy miałem kilka lat, bardzo starannie uczył mnie języka rosyjskiego, powtarzając że „język wroga trzeba znać” i stawiając siebie za przykład, bo w 1920 roku właśnie znajomość rosyjskiego pozwoliła mu w porę zareagować na działanie bolszewików, którzy pod flagą czerwonego krzyża – dobijali rannych. Udał zabitego i ocalał.

Dziś, muszę się Wam przyznać, że czasami oglądam TVN, Polsat i TV „publiczną”.

Dlatego pozwoliłem sobie na ten artykuł!

Uważam bowiem, że media polskojęzyczne, gadzinowe – są potwornie silne, sprawne i groźne! My – spadkobiercy Testamentu Polski Walczącej, stowarzyszenia patriotyczne, media patriotyczne, prawicowe, grupy kibicowskie – też mamy siłę, ale… niestety za małą!

Media reżymowe atakują na wszystkich frontach, na każdej płaszczyźnie! Od „ciężkich” ale czasem atrakcyjnych audycji, pseudointelektualnych gaworzeń tego tam Miecugowa, przez sprawne warsztatowo dziennikarstwo Moniki Olejnik, przez tańce z gwiazdami i reality show, do sentymentalnych powtórek czterech pancernych i kapitana ORMO – Klossa, który sam, wraz Gwardią Ludową – wygrał II wojnę światową.

W dziedzinie informacji – media niezależne – są jak stary traktor w porównaniu z bolidem Formuły jeden. W dziedzinie rozrywki, mają ofertę wiejskiej remizy wobec wiedeńskiej opery.

Zwróćmy uwagę, jak prędko utrącono niezależność kabaretów, „dosypując im kasy”. Z młodych, niezależnych, studenckich, inteligenckich, odważnych – w kilka lat zamienili się w błaznów, drwiących z księży, relacji małżeńskich, teściowych, ludzi ze wsi, więźniów i niepełnosprawnych. Polski fenomen „najweselszego baraku w obozie socjalizmu” zamienił się w płatnych pachołków propagandy.

Jedyna z niewielu telewizja, która stara się przeciwstawić rynsztokowej formule – TV Republika – jest żałosna warsztatowo. Nawet puder na twarzach prowadzących jest gorszy, niż ten używany w TVN! Fryzury dziennikarek są wzorowane na latach 60. Ja wiem, że liczyć się powinna treść, ale forma odrzuca przeciętnego widza. Dziennikarze mają zepsute zęby i wady wymowy! Rozmowy w studio toczą się za wolno dla widza nawykłego do nowoczesnych mediów. Audycje typu „12 krok” i „Literatura na trzeźwo” są nie do przyjęcia! Młodzież, gdy nawet wiedziona ciekawością zacznie oglądać, to ucieknie z krzykiem po kilku sekundach.

Podobnie z nieudolnym naśladownictwem audycji „kuchennych”, które zagościły w reżymowych mediach z jedynego tylko powodu – chęci zniszczenia polskiej Tradycji i Rodziny! Bo córka powinna się uczyć gotować od Matki, a nie od pajaca z telewizji! Dlaczego więc w TV Republika nie dość, że kopiuje się antyrodzinne wzory, to jeszcze robi się to nieudolnie.

Ręce opadają, a młodzież znów ucieka, gdy porówna wygląd internetowych witryn patriotycznych i reżymowych. To są lata świetlne! Tego się nie da oglądać, mimo interesujących treści!

„Nie mamy armat!” i najwyższy czas żeby środowiska patriotyczne zdały sobie z tego sprawę!

Walka o Polskę nie toczy się (jeszcze i na szczęście) na ulicach. Ta walka toczy się o oglądalność! Jeśli nie potraktujemy tego poważnie – wysiłek i dorobek setek tysięcy patriotów – zostanie zmarnowany.

Nie jestem historykiem, ale widzę gołym okiem różnicę między realną siłą Polskich Patriotów a jej medialnym odbiciem!

Nie neguję wszystkiego! Wydawane są wspaniałe książki, powstają filmy, odbywają się wykłady i spotkania, działają profile wielu organizacji, stowarzyszeń i grup, ale to za mało!

Trzeba ruszyć z miejsca!

Inaczej bezmózga masa zaćpanych lemingów po prostu wygra i zamieni miejsca pamięci na knajpy!

Na stronie 194.181.21.106 staramy się dokumentować wszystko, co grupy Kibiców-Patriotów robią dla upamiętnienia Bohaterów Polski Walczącej, Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych.

Ale – to też za mało!

Dlatego apeluję do Was o nadsyłanie informacji, materiałów dotyczących Waszych działań, zapraszam do współpracy! Działajmy razem nie tylko podczas uroczystości i obchodów.

Cześć i Chwała Bohaterom!