Holokaust Woli

Holokaust Woli – Powstanie Warszawskie

W sobotę 5 sierpnia 1944 roku Niemcy rozpoczęli akcję bestialskiego, praktycznie maszynowego mordowania bezbronnych Polaków, mieszkańców warszawskiej Woli. Akcję tą, która rozpoczęła się dokładnie 72 lata temu, znamy pod nazwą Rzezi Woli. Była ona konsekwencją rozkazu Hitlera, który nakazywał Warszawę zrównać z ziemią, zaś wszystkich Polaków wymordować.

holokaust2

ZWYRODNIALCY

Eksterminacją polskiej ludności kierował SS Gruppenfuehrer Heinz Reinefarth (nie ukarany za zbrodnie, po wojnie burmistrz z generalską rentą), który 5 sierpnia 1944 roku raportował przełożonym:

„Co mam robić z cywilami? Mam mniej amunicji niż zatrzymanych”.

W skład  grupy dowodzonej przez niego wchodzili:
-niemiecki pułk SS dowodzony przez SS-Standartenfuehrera Oskara Dirlewangera (dwa bataliony, 3.381 sztuk),
-niemiecki 608. Pułk Ochrony z Breslau płk. Willy’ego Schmidta – ok. 600 sztuk,
-pułk z brygady SS Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej (RONA), dowodzony przez SS Brigadefuehrera Bronisława Kamińskiego – ok. 2.000 sztuk,
-2. Azerbejdżański Batalion „Bergmann”, dwa bataliony 111. Pułku Azerbejdżańskiego i 3. Pułk Kozaków – razem ok. 2.800 sztuk.

ZABIĆ WSZYSTKO CO POLSKIE

Początkowo bandyci, bo ciężko ich nazwać żołnierzami, strzelali do ludności cywilnej i wrzucali granaty do zamieszkałych domów, które potem podpalali. Jednakże działania takie z niemieckiego punktu widzenia okazały się nieekonomiczne i podjęto decyzję o umasowieniu mordów.  Za miejsca masowych egzekucji posłużyły między innymi:
– fabryki (np. Ursus – ok. 6.000 zamordowanych osób),
– parki (np. Park Sowińskiego – ok. 1.500 zamordowanych osób),
– szpitale (np. św. Łazarza – ok. 1.200 zamordowanych osób),
– zajezdnie (np. ul. Młynarska -ok. 1.000 zamordowanych osób),
a także place, podwórza kamienic, hale etc. Dodatkowo w rejonie wiaduktu kolejowego, oraz w okolicach wału kolejowego zamordowano ponad 10.000 Polaków. Tylko w ciągu trzech dni wymordowano 60.000 polskich kobiet, dzieci i mężczyzn.

NIEMIEC O NIEMCACH

Na zakończenie relacja świadka tamtych zdarzeń. Mathias Schenck, jeden z niewielu niemieckich żołnierzy, który złożył świadectwo swojej służby w Warszawie dla Muzeum Powstania Warszawskiego powiedział:

„Sadystyczne gwałty na Polkach były znakiem rozpoznawczym dirlewangerowców podczas rzezi Woli. – Widziałem jednego z nich, jak gwałcił Polkę na stole. Pod koniec wyjął nóż, rozpłatał jej brzuch i klatkę piersiową aż do gardła”.

Politycznie Niepoprawny B

Zdjęcie nagłówkowe przedstawia kurhan spalonych zwłok rozstrzelanych Polek i Polaków, oraz krzyże sfotografowane z wiaduktu kolejowego nad ulicą Górczewską. Fotografia, wykonana po ucieczce Niemców (Ukraińców, Rosjan, Azerów…) w styczniu 1945 roku, przedstawia kilkumetrowy kurhan składający się z około dziesięciu warstw ludzkich popiołów. Zdjęcie pochodzi ze strony zawierającej wniosek blogerów do Rzecznika Praw Obywatelskich (2009), dotyczący upamiętnienia wymordowanych mieszkańców Woli.

Zemsta Bieruta!

Zemsta Bieruta!

Polacy, uczestnicy obchodów 72. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, dziś – 1 sierpnia 2016 roku zostali zatrzymani przez policję za to, że namalowali na nagrobku Bolesława Bieruta słowa: „kat morderca” oraz dwie czerwone gwiazdy.

Policja zrewidowała zatrzymanych i znalazła czerwoną farbę!

Wiemy że zatrzymanymi są kobieta – Monika S. oraz Janusz W.

Jutro we wtorek, w sądzie na Kocjana ma się odbyć rozprawa. Będzie tam na pewno wielu z nas, wybieram się z kamerą i Was też zapraszam.

Jest to przykład skandalicznego zachowania policji i jakiś kapusiów, którzy wskazali tych dwoje osób.

Namalowanie na tym konkretnym pomniku, w dniu 1 sierpnia – słów „kat morderca” nie jest niszczeniem i bezczeszczeniem – jest tylko i wyłącznie informacją!

Moim zdaniem to zatrzymanie można powiązać z obecnością na Powązkach – bydła z Komitetu Obrony Demokracji. Zrobili sobie pikietę w Świętym dla nas – Polaków – miejscu i próbowali agitować.

Uczestnicy obchodów wykazali niezwykłą kulturę, że ich nie pogonili na kopach.

Oświadczenie ONR!

Oświadczenie ONR w sprawie apelu wnuczki rotmistrza Witolda Pileckiego

za niezalezna.pl

Z zaskoczeniem odebraliśmy szeroko kolportowany przez media apel p. Beaty Pileckiej-Różyckiej, wnuczki legendarnego rotmistrza Witolda Pileckiego, w sprawie rzekomego zawłaszczania wizerunku jej dziadka przez organizacje narodowe, w tym przez ONR, „dla własnych” – jak pisze autorka – „partykularnych interesów i rozgrywek”. Nasze zaskoczenie jest spotęgowane tym, że jeszcze 24 kwietnia podczas uroczystego pogrzebu innego wielkiego Bohatera Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” córka Witolda Pileckiego p. Zofia Pilecka-Optułowicz odnosiła się do naszych działaczy z wielką sympatią, życzliwością i przyjaźnią, a nic nie wskazywało, aby rodzina wielkiego Polaka miała jakiekolwiek zastrzeżenia do kultywowania pamięci historycznej przez młodzież zrzeszoną w ONR.

Jako Obóz Narodowo-Radykalny od wielu lat bierzemy udział jako uczestnicy i sami organizujemy liczne inicjatywy popularyzujące historię i wielkie postaci z naszych dziejów na terenie całego kraju. Robiliśmy to również wtedy, gdy wśród młodzieży nie istniała jeszcze swoista moda na patriotyzm, gdy wielcy Bohaterowie, jak Witold Pilecki, byli zapomniani i nieznani społeczeństwu. Robimy to, ponieważ przywracanie Polakom prawdziwych Bohaterów, szerzenie świadomości historycznej i umacnianie tożsamości narodowej w społeczeństwie uważamy za nasz absolutny obowiązek i nigdy nie zejdziemy z tej drogi.

Sylwetka rotmistrza Witolda Pileckiego powinna być wzorem poświęcenia i bohaterskiej postawy dla wszystkich Polaków. Dla nas postać Rotmistrza jest szczególnie bliska ze względu na jego wojenne losy ściśle powiązane z przedstawicielami przedwojennych środowisk narodowych, w tym wywodzących się z Obozu Narodowo-Radykalnego. Przypomnijmy, że podczas pobytu w Auschwitz Pilecki tworzył obozowy ruch oporu, w ramach którego ściśle współpracował m.in. z Janem Mosdorfem, pierwszym przywódcą i jednym z twórców przedwojennego ONR. Działalność konspiracyjną i pomocową dla Żydów Mosdorf przypieczętował ofiarą własnego życia. Prof. Władysław Tatarkiewicz pisał o nim później:

„Ci, co wrócili z Oświęcimia, z podziwem i wzruszeniem mówili o jego postawie w obozie: pogodą, cierpliwością i odwagą umiał podtrzymać na duchu towarzyszy niedoli”.

Podczas Powstania Warszawskiego Witold Pilecki walczył w ramach Zgrupowania „Chrobry II”, w którego skład wchodzili głównie żołnierze związani z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. NSZ powstały w 1942 r. z inicjatywy m.in. Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy, która była niepodległościową organizacją zbrojną wywodzącą się z przedwojennego ONR. Gen. Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Powstania Warszawskiego, powiedział później znamienne słowa:

„Co tu gadać, jedynie „Chrobry II” nie oddał Niemcom przez cały czas trwania akcji ani piędzi terenu.”

Świadczy to o bohaterstwie i waleczności Witolda Pileckiego stającego ramię w ramię z polskimi narodowcami.

W tym kontekście historycznym szczególnie bolesne jest dla nas stanowisko p. Pileckiej-Różyckiej, którą „oburza” oddawanie czci i honoru jej wielkiemu dziadkowi przez młodych Polaków zrzeszonych w takich organizacjach, jak ONR i Młodzież Wszechpolska. Z niedowierzaniem odebraliśmy też informację, że apel wnuczki Witolda Pileckiego został przesłany do środowisk związanych z tzw. Komitetem Obrony Demokracji, którego przedstawiciele mają w pogardzie polskość, a na swojego patrona obrali Władysława Bartoszewskiego, który – jak w 2014 r. pisał Tadeusz Płużański – miał blokować pośmiertne przyznanie Witoldowi Pileckiemu Orderu Orła Białego, najwyższego odznaczenia państwowego. Czy gloryfikowanie postaci, które uniemożliwiały oddanie honoru Rotmistrzowi, nie „oburza” p. Beaty Pileckiej-Różyckiej?

Rotmistrz Pilecki naszym Bohaterem!

Rotmistrz Pilecki był, jest i będzie naszym – polskim Bohaterem i nic do tego gazecie wyborczej i jej agentom! Jednak wyborcza „kąsa” nadal i straszy „faszyzmem”!

Trzeba o tym pisać, wskazywać ataki na Polską Historię, bo walka jeszcze trwa! Najlepiej, jak z gazetą polemizują polscy historycy i merytorycznie odnoszą się do oszczerstw i aluzji.

Dlatego zacytujemy całość materiału, pióra Tadeusza Płużańskiego na łamach se.pl

Tadeusz Płużański komentuje: Jak patriotyzm zakłóca golonkę

„Jestem zaskoczony obecnością flag tych organizacji w kościele. Miesza się dobre ze złym”

– komentował pan Dariusz, który wychodził z katedry, trzymając za rękę córkę w komunijnej sukni”. Takie teksty można było przeczytać w „Gazecie Wyborczej”, komentującej łódzki marsz i mszę w 68. rocznicę śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Co się nie spodobało? Fakt, że uroczystości organizował m. in. Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska.

A ja się pytam: co w tym złego? Czy organizacje nacjonalistyczne (patriotyczne) nie mają prawa do narodowych rocznic i bohaterów? Z jakiej racji? Bo przeciw jest kilku redaktorów z jednej „Gazety”? Może jest odwrotnie: organizacje te mają większe prawo, bo w ich szeregach byli Polacy przelewający krew za wolność i niepodległość Ojczyzny? A w szeregach „Gazety”? I dziś, gdyby przyszedł moment próby, kto stanąłby na barykadach?

„Gazeta” cytowała dalej anonimowych znów krytyków:”Jak reagowali łodzianie? – Marsze i symbole narodowców kojarzą mi się z nazizmem – dzieliła się wrażeniami pani Jolanta, która właśnie jadła obiad w jednej z restauracji przy ulicy Piotrkowskiej. – To zakłócanie spokoju. Podobnie było w niedzielę, kiedy szli tędy kibice – dodała jedna z restauratorek”.

Oczywiście patriotyzm zakłóca golonkę i ciepłą wodę w kranie. Miejmy nadzieję, że tym razem żaden ksiądz nie potępi uroczystości – jak niestety stało się w Białymstoku. Bo tym samym odciąłby się od własnych, polskich korzeni. A do tych korzeni należy też ONR, który z nazizmem nie ma kompletnie nic wspólnego.

„Nie jesteśmy faszystami ani hitlerowcami, przede wszystkim dlatego, że jesteśmy ruchem czysto polskim, nie potrzebujemy obcych wzorów”

– pisał prezes przedwojennej Młodzieży Wszechpolskiej i ONR Jan Mosdorf – ofiara obozu w Auschwitz.

Ochotnika do Auschwitz Witolda Pileckiego komuniści zamordowali 25 maja 1948 roku. Tę rocznicę obchodziliśmy też w miejscu jego kaźni – byłej ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

„W Twoim imieniu >Łączka< cicho prosi, rozpowiedz Polsce: tu leżą jej syny, którym zabrano rytuał pogrzebu, w niezawinione spowijając winy”

– poświęcona rotmistrzowi piosenka grupy Contra Mundum (Przeciw Światu) rozbrzmiała w dawnej kaplicy więziennej, w której podczas sowieckiej okupacji komuniści dokonywali morderstw sądowych. Potraktowaliśmy ją jako hołd dla wszystkich męczonych tu Żołnierzy Niezłomnych. A słowa piosenki „Bij bolszewika w każdej go postaci, bo to jest twój największy dzisiaj wróg” intonowali przedstawiciele rządu RP. To właśnie obecnym władzom zawdzięczamy, że po tylu latach PRL i III RP ziści się marzenie wielu osób i środowisk nacjonalistycznych (patriotycznych) – na Rakowieckiej powstaje Muzeum Żołnierzy Wyklętych. A zaczepkami wspomnianej „Gazety” nie ma się co przejmować. To zawsze był margines społeczeństwa polskiego.

Witold Pilecki – Pamiętamy!

Witold Pilecki – Pamiętamy!

Witold Pilecki – rocznica zamordowania Bohatera!

Dziś w Warszawie, pod murem na ulicy Rakowieckiej uczciliśmy rocznicę śmierci Witolda Pileckiego.

Każdego dnia!

Każdego dnia, czytając o Witoldzie Pileckim, oglądając grafiki, jakieś filmy – wchodzimy coraz bardziej w tamten świat…

Bóg, Honor i Ojczyzna!

Każdy z nas odbiera na swój sposób. Jednych przekona komiks, drugich film, jeszcze kogoś – poważna, naukowa dyskusja. Wszyscy po prostu MUSIMY uczyć się historii, poznawać, pamiętać.

Inaczej zrobią z nas bydło!

Pod murem na Rakowieckiej byli Kombatanci, motocykliści z Rajdu Katyńskiego, ludzie starsi i młodzi, zakonnice – my wszyscy. Każdy przeżył to po swojemu. Zobaczyliśmy się!

Jest NAS wielu i naprawdę jesteśmy gotowi do dalszej walki o Pamięć!

Cześć i Chwała Bohaterom! Cześć i Chwała Bohaterom! Cześć i Chwała Bohaterom!

Polska – komuna 6:1!

Polska – komuna 6:1!

– Tadeusz Płużański na se.pl

Dzięki pięknej uroczystości pogrzebowej, jakiej po 65 latach od zamordowania przez komunistów doczekał polski Żołnierz Niezłomny, a która w praktyce była wielką patriotyczną manifestacją kilkudziesięciu tysięcy głównie młodych ludzi, Polska odzyskuje godność.

Przed chwilą znalazłem na se.pl artykuł Pana Tadeusza Płużańskiego i po prostu muszę go zamieścić, a Was, Szanowni Kibole – zaprosić do lektury. Całość za se.pl

Znakomity tekst, doskonałe podsumowanie!

Czytajcie do końca. Życzę Wam uśmiechu!

Majorowi/pułkownikowi Zygmuntowi Szendzielarzowi Polacy godności nie odebrali, on sam jej też nie stracił. Godność trzeba przywrócić państwu polskiemu – mówił podczas warszawskiego pogrzebu „Łupaszki” prezydent RP Andrzej Duda.

Dzięki pięknej uroczystości pogrzebowej, jakiej po 65 latach od zamordowania przez komunistów doczekał polski Żołnierz Niezłomny, a która w praktyce była wielką patriotyczną manifestacją kilkudziesięciu tysięcy głównie młodych ludzi, Polska odzyskuje godność. Zbrodnia, jaką Sowieci i ich tubylczy komuniści przygotowali dla polskiej armii: katyński strzał w tył głowy w jakiejś ubeckiej katowni, a potem wyklęcie – ukrycie w bezimiennym dole i wymazanie z pamięci, miała być doskonała. Czerwoni mordercy jednak tę wojnę przegrali, bo dziś naszych bohaterów ekshumujemy, identyfikujemy i godnie upamiętniamy, choć chcielibyśmy robić to jeszcze sprawniej, choć trzecie pokolenie UB blokuje każdy nasz krok.

Wygrywamy z komuną 1:0!

Pożegnanie Zygmunta Szendzielarza zbiegło się w czasie z pogrzebem jednego z jego morderców: Ryszarda Mońki. Ten ponad 90-letni wysoki funkcjonariusz stalinowskiego aparatu represji, zastępca naczelnika więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, zmarł w Hrubieszowie. W nekrologach pisano o nim „świętej pamięci” i pochowano na miejscowym cmentarzu parafialnym. Starszy pan do końca cieszył się dobrym zdrowiem, 10 tys. zł emerytury i – co najgorsze – całkowitą bezkarnością. Instytut Pamięci Narodowej, mimo moich wielokrotnych ponagleń, nie znalazł podstaw, aby ścigać tego komunistycznego zbrodniarza.

Bo gdyby Polska była państwem prawdziwie wolnym i praworządnym, emeryt dawno stanąłby przed sądem – podstawą skazania byłaby funkcja, jaką sprawował. Dodatkowo – Mońko bezpośrednio brał udział w mordzie na innym niezłomnym bohaterze: rotmistrzu/pułkowniku Witoldzie Pileckim.

Remisujemy z komuną 1:1

25 maja, w rocznicę śmierci rotmistrza, odbędą się na Rakowieckiej uroczystości. Po raz pierwszy zorganizuje je powstające Muzeum Żołnierzy Wyklętych. W tym ponurym miejscu poznamy istotę komunizmu: skrytobójczą zbrodnię na wolnej Polsce. Co najważniejsze: pozna ją polska młodzież. Bo w zachowanych celach, pokojach przesłuchań, podziemnych korytarzach będą organizowane szkolne lekcje.

Wygrywamy z komuną 2:1

Również w Ostrołęce powstanie wreszcie Muzeum Żołnierzy Wyklętych – na ten pierwszy w Polsce projekt upamiętniający mord na polskim wojsku u zarania sowieckiej okupacji pieniędzy odmówił poprzedni minister kultury Bogdan Zdrojewski. Środki przyznał obecny minister – Piotr Gliński.

Wygrywamy z komuną 3:1

Niedługo takie osoby jak Mońko przestaną pobierać resortowe emerytury.

Zwyciężamy 4:1

Likwidowane są wojskowe sądy i prokuratury, których geneza sięga stalinizmu.

Mamy 5:1

I jeszcze dekomunizacja przestrzeni publicznej: ulic, placów, obiektów publicznych.

Na dziś wynik walki Polski z komuną brzmi – 6:1

Szanowni Czytelnicy!

Tyle Tadeusz Płużański. Artykuł świetny i potrzebny. Musimy „znać” wynik naszej walki i ciągle na bieżąco go oceniać. Ale… zachowajmy czujność!

Absurd w Gliwicach! Do dzisiaj świetnie się mają ulice m. in. Karola Marksa czy Róży Luksemburg. W dzielnicy Łabędy w jednym miejscu znajdują się bardzo ciekawe ulice.

Oto link do strony niezlomni.com – czytajcie!

Pogrzeb Łupaszki. Kibice – obecni!

Pogrzeb Łupaszki. Kibice – obecni!

Warszawa 24.04.2016 Uroczystości pogrzebowe płk. „Łupaszki”. Wśród odprowadzających Pana Pułkownika w ostatnią drogę byli kibice z całej Polski, grupy rekonstrukcyjne, stowarzyszenia i organizacje patriotyczne, wiele osób zasłużonych dla propagowania pamięci Żołnierzy Wyklętych. Były osoby starsze, weterani i – co bardzo cieszy – małe dzieci z biało-czerwonymi barwami.

Kolejne filmy będę dodawał na bieżąco, zapraszam!

Kolejne filmy będę dodawał na bieżąco, zapraszam!

Kolejne filmy będę dodawał na bieżąco, zapraszam!

Kolejne filmy będę dodawał na bieżąco, zapraszam!

Kolejne filmy będę dodawał na bieżąco, zapraszam!

Kolejne filmy będę dodawał na bieżąco, zapraszam!

Czyny Żołnierzy Niezłomnych zasługują na pamięć i wdzięczność całego narodu

– powiedział w niedzielę podczas mszy żałobnej w intencji Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” biskup polowy Józef Guzdek.

Podczas uroczystości odczytano decyzję ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza o awansowaniu Zygmunta Szendzielarza na stopień pułkownika.

Cześć i Chwała Bohaterom!

Wyrzućmy morderców!

Wyrzućmy tych, który mordowali Polaków z cmentarza na Powązkach!

To jest polska nekropolia narodowa!

Pogrzeb Majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” będzie wydarzeniem wyjątkowym. Wyjątkową manifestacją dla nas – Patriotów! Będzie też ciosem w tych, którzy wierzą w czterech pancernych, psa i kapitana Klossa.

Na temat wagi tego wydarzenia wywiadu dla wpolityce.pl udzielił Leszek Żebrowski. Poniżej wybrane fragmenty, do całości zapraszamy na wpolityce.pl

„Gdyby takich dowódców było więcej, to powstanie antykomunistyczne trwałoby dłużej i zlikwidowano by więcej czerwonych bandziorów!”

Leszek Żebrowski: To jest niewątpliwie satysfakcja i wszyscy na to czekaliśmy. Ale to tylko satysfakcja częściowa. Ona będzie pełna, gdy z Cmentarza Powązkowskiego wyrzucimy tych, którzy Polaków mordowali, którzy mają na rękach krew!

— mówi Leszek Żebrowski w rozmowie z wpolityce.pl przed pogrzebem Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

wpolityce.pl: 24 kwietnia odbędzie się uroczysty pogrzeb major Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Dlaczego ten dzień jest tak ważny?

Leszek Żebrowski, historyk, publicysta: Ten dzień jest symboliczny i nie jest to tylko kwestia pogrzebu majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Tak naprawdę dotyczy to całej tamtej formacji. Odszukując tamtych bohaterów, identyfikując ich, udowadniając, że są to ich szczątki rzeczywiście, mamy świadomość, że jest to bardzo niewielka skala. Komuniści po wojnie zamordowali nawet sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi. A nawet tego nie jesteśmy pewni, możemy podawać tylko przybliżone liczby. Dlatego, jeżeli znajdujemy na Powązkach szczątki doczesne, kilka-kilkadziesiąt tamtych ofiar, z czego mała część jest identyfikowana , to mamy świadomość, że reszty możemy nie znaleźć lub nie zidentyfikować. Każdy taki przypadek, osoby tak zasłużonej, tak nieprzeciętnej jak „Łupaszko” jest dla nas szczególnie ważny.

Na czym polegała wyjątkowość „Łupaszki”?

Wyróżniał się wieloma przymiotami. Nie tylko odwagą, nie tylko skalą dowódczą. Był to człowiek, który przewodził oddziałowi partyzanckiemu w skrajnych warunkach i to w kilku miejscach. To Wileńszczyzna, to Białostocczyzna, to Pomorze. Czyli tereny bardzo trudne. Często dawał radę bez żadnego oparcia. Gdyby takich dowódców było więcej, to powstanie antykomunistyczne trwałoby dłużej i zlikwidowano by więcej czerwonych bandziorów. Dlatego „Łupaszko” jest symbolem.

Czy to prawda, że żołnierze majora „Łupaszki” nie przegrali żadnej bitwy?

To prawda. „Łupaszka” był bardzo rozważny. Dobry dowódca to nie taki, który prowadzi swoich żołnierzy w bój na czele szarży. Było bardzo wielu dowódców, którzy zupełnie niepotrzebnie byli „bohaterscy” i tracili życie i ludzi. Bohaterstwo jest wtedy, gdy człowiek kalkuluje, wie jakimi siłami atakować, wie jak zabezpieczyć swoich ludzi, by ograniczyć straty. I takimi kategoriami myślał major Szendzielarz. W partyzantce dowódca zostaje sam i to on decyduje o życiu i śmierci swoich podwładnych. Jeżeli popełni błędy, będzie źle dowodził, to traci ludzi, traci oddział i nie będzie miał żadnych osiągnięć. I właśnie „Łupaszko” był urodzonym dowódcą. Niewielu takich było, ale dzięki temu, że byli, są dzisiaj tak przez nas doceniani. Gdyby powstała taka Rzeczpospolita o jakiej marzyli „Wyklęci”, to Zygmunt Szendzielarz osiągnąłby wysokie stanowisko dowódcze.

Czuje Pan satysfakcję, że po latach wreszcie major „Łupaszko” spocznie na Powązkach?

To jest niewątpliwie satysfakcja i wszyscy na to czekaliśmy. Ale to tylko satysfakcja częściowa. Ona będzie pełna, gdy z Cmentarza Powązkowskiego wyrzucimy tych, którzy Polaków mordowali, którzy mają na rękach krew. Pochowanie tam naszych bohaterów jest jak najbardziej słuszne. Ale musi być zrobiony kolejny krok. Trzeba zrobić wszystko, by ich przeciwnicy, wrogowie, którzy odpowiadali za masowe zbrodnie, zostali stamtąd wyrzuceni. Niech rodziny ich sobie zabierają i robią co chcą. To jest polska nekropolia narodowa.

Rozmawiał Tomasz Karpowicz

Żegnając majora „Łupaszkę”

Z Wojciechem Łuczakiem, prezesem Fundacji Niezłomni ze Szczecina, współorganizatorem pogrzebu państwowego mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W niedzielę, 24 kwietnia 2016 r., odbędzie się pogrzeb państwowy mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Jak ważny jest to dzień dla współczesnej Polski?

Wojciech Łuczak – Myślę, że jest to jeden z ważniejszych dni. Właśnie wtedy zostanie pożegnany bohater będący jednocześnie jednym z największych symboli walki z komunizmem, z okupacją sowiecką po 1945 r. Po 65 latach od jego śmierci będziemy mogli jako Naród dać symboliczny wyraz temu, jak ważna dla nas była to postać, jak istotna była walka z komunizmem i jak bardzo nasz Naród został doświadczony. W ten sposób przywracamy należny honor mjr. „Łupaszce”, ale także nam wszystkim – Polakom.

Rozmowa Wojciecha Łuczaka w TV Republika:

Pogrzeb będzie miał charakter wojskowy, a w jego organizację zaangażowały się Kancelaria Prezydenta i Ministerstwo Obrony Narodowej. To budujące, że przedstawiciele władzy zaczynają troszczyć się o bohaterów?

Wojciech Łuczak – Tak, to bardzo budujące, a przy tym oczywiste. Cieszy to, że Kancelaria Prezydenta i Ministerstwo Obrony Narodowej angażują się w to wielkie wydarzenie. Prezydent, premier, szef MON to osoby najważniejsze w państwie. Nie mogło ich zabraknąć w chwili, gdy Naród uczestniczy w jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat. W Łodzi i Warszawie będzie wystawiona trumna ze szczątkami majora, każdy będzie mógł osobiście go pożegnać.

Co takiego jest w naszym Narodzie, że oddawanie czci bohaterom przeszłości jest tak oczywiste jak oddychanie?

Wojciech Łuczak – Myślę, że to duma narodowa. Jesteśmy Narodem, który jest świadomy wartości swojej historii. Ale to odczucie nie jest bezpodstawne, bo mamy ku temu powody. To nasze umiłowanie nadrzędnych wartości sprawia, że czcimy naszych bohaterów.

Po Mszy pogrzebowej ulicą Powązkowską przejdzie kondukt żałobny na Powązki Wojskowe. Jak będzie wyglądał?

Wojciech Łuczak – Staraliśmy się, żeby ten kondukt przyjął jak najbardziej uroczysty charakter. Będzie prowadzony przez 4. Pułk Ułanów Zaniemeńskich, a więc kilkadziesiąt koni. Będzie także ciągnięta przez sześć koni przedwojenna laweta podobna do tej, na której spoczywała trumna z Marszałkiem Piłsudskim. Udział w kondukcie wezmą przedstawiciele najwyższych władz państwowych, organizacji społecznych, grup rekonstrukcyjnych, a przede wszystkim Polacy. Mam nadzieję, że będzie to kondukt, który stanie się manifestacją patriotyczną i oddaniem hołdu temu wielkiemu Polakowi.

To będzie największa manifestacja patriotyczna ostatnich lat?

Wojciech Łuczak – W kwestii liczebności raczej nie uda się zbliżyć do Marszu Niepodległości. Ale będzie to z pewnością najbardziej wartościowa i szczególna manifestacja. Bo powód jest – pogrzeb szczególnego bohatera. Dziękuję za rozmowę.

Artykuł opublikowany na stronie: Nasz Dziennik

Jan Podhorski – NASZ Generał!

Cześć i Chwała Bohaterom!

Posłuchajcie wypowiedzi Generała Brygady Jana Podhorskiego! Sejm 25 luty 2016. Posłuchajcie uważnie!

Generał!

Płk. Jan Podhorski „Zygzak”, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, powstaniec warszawski, został mianowany generałem brygady.

30 grudnia odpowiednie dokumenty w tej sprawie podpisał minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Później trafiły one do prezydenta.

Jan Podhorski – pseudonim Zygzak – ma dziś 95 lat.

„Gdy usłyszał informację o awansie – po prostu zaniemówił” – mówi Andrzej Churski prezes wielkopolskiego Okręgu Związku Żołnierzy NSZ – to właśnie związek wnioskował o awans na generała brygady – podaje Radio Merkury.

Portal wolnypoznan24.pl tak opisuje generała Podhorskiego:

Mimo sędziwego wieku Pułkownika Podhorskiego można spotkać na wszystkich uroczystościach patriotycznych w naszym mieście. Co ciekawe, jest wielkim autorytetem dla młodzieży, zarówno członków grup rekonstrukcyjnych, jak i kibiców piłkarskich. To oni witają go na stojąco przy okazji patriotycznych rocznic, czy dyskusji na tematy związane z naszą historią. Klaszczą i skandują „Chwała bohaterom”. Dzięki temu, że nagrywają te spotkania i umieszczają je w internecie, pułkownik stał się osobą znaną tym, którzy interesują się historią. On swoje losy opisał i wydał drukiem dopiero trzy lata temu. Można nimi obdzielić kilkunastu ludzi.

Jan Podhorski przed wojną mieszkał w Rakoniewicach koło Wolsztyna. Walczył w Powstaniu Warszawskim – w oddziale zwanym Pułkiem Sikory. Później był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. Po wojnie – prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa – trafił do więzienia. Dziś Jan Podhorski jest aktywnym działaczem poznańskiego środowiska kombatantów.

Poniżej biogram generała Podhorskiego – za wolnypoznan24.pl:

Jan Podhorski urodził się 21 czerwca 1921 r. w Budzyniu w powiecie chodzieskim. Był synem Maksymiliana, który w czasie I wojny światowej, tak jak wielu wielkopolan w tym czasie, walczył w armii niemieckiej. Ojciec, ciężko ranny na froncie niemiecko-francuskim, w 1918 r. walczył w powstaniu wielkopolskim, otrzymując za męstwo Krzyż Walecznych. W odrodzonej Polsce został komendantem Policji Państwowej w Budzyniu. W maju 1926 r. bronił wraz z wielkopolskimi oddziałami policji legalnego rządu prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, czego następstwem była dymisja z urzędu i emerytura na przełomie 1926/27. Matką Pana Jana była Magdalena, pochodziła z zasobnej rodziny rolników. To ona wpoiła mu systematyczność, porządek i dokładne wykonywanie poleceń. W 1927 r. rodzina przeprowadziła się do Rakoniewic w powiecie wolsztyńskim. Tam tez Jan rozpoczął naukę w szkole podstawowej. Tam też rozpoczęły się jego kontakty z organizacjami młodzieżowymi. W 1933 r. wstąpił do ZHP – Drużyny Harcerskiej im. T. Kościuszki. Do 1939 r. zdobył 33 sprawności i funkcję przybocznego w 30 osobowej drużynie. Naukę gimnazjalną i licealną kontynuował w Wolsztynie. Tam tez dał się poznać jako działacz społeczny należąc do sześciu z ośmiu organizacji szkolnych – Ligi Morskiej i Kolonialnej, Ligi Obrony Powietrznej, Szkolnej Kasy Oszczędnościowej, Towarzystwa Tomasza Zana (która m.in. zbierała informacje o miejscowych Niemcach), ZHP oraz Sejmiku szkolnego. W połowie sierpnia 1939 r. zgłosił się jako ochotnik do placówki Obrony Narodowej, będąc już wówczas przeszkolonym wojskowo w ramach zajęć z przysposobienia wojskowego.

Na ziemi wielkopolskiej

Kampanie 1939 r. rozpoczął 1 września w plutonie Obrony Narodowej . Uczestniczył m.in. w akcji internowania Niemców w Rakoniewicach. 12 września w walkach pod Sompolnem brał udział w walce na bagnety. W pięć dni później wraz z otoczona pod Sannikami jednostką dostał się do niewoli. Okres jeniecki trwał kilka miesięcy, zakończył się w Poznaniu, na Cytadeli, gdzie dzięki fortelowi powrócił do domu. Do Rakoniewic wkrótce przyjechało po niego gestapo, a jak się okazało najważniejszym powodem aresztowania był jego udział w internowaniu Niemców na początku wojny. Podczas przesłuchania w Wolsztynie odbito mu nerki, bito„bykowcem” – pejczem wypełnionym stalowymi kulkami. Ale gdy wychodził po przesłuchaniu, zmaltretowany i półprzytomny, zamiast skręcić do celi , poszedł w drugą stronę i ku swojemu zdumieniu niezatrzymywany przez nikogo wyszedł na zewnątrz. Po krótkiej rekonwalescencji uciekł na rowerze do Koźmina. W styczniu 1940 r. wraz z innym harcerzami założył tam organizacje „Orły”. Pod pseudonimem „Marciniak”, był w grupie redagującej i drukującej gazetkę „Orły” i działającej w małym sabotażu.

NSZ-towiec i powstaniec warszawski

Po dwóch latach działalności w kwietniu 1942 r. przedostał się do Generalnej Guberni. Tam złożył przysięgę w Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy. Po scaleniu organizacji jako żołnierz już Narodowych Sił Zbrojnych trafia do Grójca. Tam kontynuuje przerwaną naukę w tajnym Liceum Ogólnokształcącym. Angażuje się w działalność wywiadowczo-sabotażową na kolei jako NSZ, wspiera miejscową placówkę AK w akcjach przeciwko bimbrownikom, bierze udział w odbiorze zrzutów alianckich.

W odwecie za zabójstwo niemieckiego żandarma, zostaje aresztowany i w trybie doraźnym skazany na śmierć. Doskonale podrobione dokumenty ratują mu wówczas życie. Kiedy w 2013 r. Pan Jan przyjeżdża po 70 latach od zdania konspiracyjnej matury do Grójca, próbuje odnaleźć owo feralne miejsce pod drzewem, gdzie całe życie przemknęło mu przed oczyma na krótka chwilę. Bez powodzenia, „przeżyłem to drzewo” – kwituje z uśmiechem nieudane poszukiwania. Po maturze „Zygzak” bo nosił taki konspiracyjny pseudonim rozpoczyna naukę w szkole podchorążych NSZ, specjalność – dywersja. W myśl założeń Komendy Głównej NSZ, żołnierze tej formacji mieli walczyć o piastowskie ziemie zachodnie. Po ukończeniu szkoły wojskowej wraz z wieloma mu podobnymi miał być przerzucony w Bory Tucholskie. Ostatnie egzaminy przypadło mu zdawać na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. w Warszawie. Ale już nie zdążył.

Po wybuchu powstania warszawskiego trafił na punkt kontaktowy w Domu Technika przy ul. Czackiego 3/5. Zostaje częścią pułkuNSZ im. Gen. Władysława Sikorskiego. „Prawie wszyscy zgłaszający się byli bez broni – wspomina pan Jan – bowiem magazyny broni oddziałów NSZ znajdowały się w większości na terenach nieobjętych powstaniem, czyli zajętych przez Niemców”. Po ataku na Pocztę Główną jednostka otrzymuje sporo broni, mundury, płaszcze, hełmy i buty. „Zygzak” bierze udział w walkach. Dowódca pułku mjr Lucja Trzebiński „Dowoyna” tworzy grupę szturmową z podległych mu żołnierzy. Dowódca oddziału zostaje plut. pchor. „Zygzak”.

Bierze udział w walkach i zdobyciu Komendy Policji. Na początku września 1944 r. dowódca pułku nakazuje jednostce „Zygzaka” przebicie się i wyjście z Warszawy. Nie było to jednak możliwe. „Zaproponowałem zgłoszenie się do najbliżej położonego zgrupowania liniowego – wspominał Podhorski. Z ul. Kruczej przez Plac Trzech Krzyży dotarliśmy do Al. Ujazdowskich i za sklepami Meindla, przechodnimi podwórzami, dotarliśmy do kwater batalionu „Miłosz” przy ul. Wiejskiej 11. (…) Włączono nas do drugiej kompanii o kryptonimie „Ziuk” dowodzonej przez por. Józef Roman. Działania liniowe i pomocnicze wykonywano w dwóch zespołach traktowanych teoretycznie jako dwie drużyny. Dowodzili nimi przemiennie ppor. „Mirski” (Henryk Czapczyk – późniejszy kapitan piłkarskiego Lecha Poznań – przyp.RS ) i ja. Walczy w okolicach ul. Wiejskiej. Gdy powstanie upadło podpisano akt o zakończeniu walk, jego podstawie utworzono kompanie osłonowe, pełniące funkcje żandarmerii, który miał działać do wyjścia ostatniego mieszkańca z Warszawy. Zbierano ochotników do batalionu, pluton „Zygzaka” zgłosił się w komplecie. „Mieliśmy dobre wyposażenie,(…) Nasz pluton znalazł się w kompanii A u porucznika A. Ładkowskiego ps. „Kulawy”, pełniliśmy funkcję patrolową. Jako jednostce w pełni jednolitej, a domyślano się, że jest to grupa NSZ, powierzono zadanie rejestru i opisu zniszczeń, stąd miałem dokładny opis Śródmieścia i zdjęcia zniszczonej stolicy. Śródmieście w trakcie walk powstańczych nie było tak zniszczone, jak w czasie tygodnia po powstaniu, kiedy saperzy z „Brennkomando”, wyposażeni w miotacze ognia, rabowali i podpalali domy. – wspominał „Zygzak”. Po 70 dniach walk jego oddział trafił do stalagu IVB w Muehlbergu nad Łabą koło Drezna. 23 kwietnia 1945 r. obóz wyzwoliły wojska sowieckie. Z pośród kolegów tylko on zdecydował się na powrót do Polski, jego przyjaciele zostali za żelazną kurtyną.

Wyklęty

Po powrocie do Polski i rekonwalescencji postanowił kontynuować naukę. Początkowo wybrał medycynę na Uniwersytecie Poznańskim i co trzeba podkreślić na 2000 zgłaszających się przyjęto wówczas tylko ok. 400, ale w tym i pana Jana. Wkrótce zmienił jednak specjalizację na leśnictwo. Do dziś ma w swoich zbiorach indeks studenta Wydziału Rolno-Leśnego Uniwersytetu Poznańskiego nr 11 z 1945 r. Pułkownik został też szybko starostą roku – w pierwszym okresie tak leśników jak i rolników. Jako przeciwnik sowietyzacji Polski wstępuje do konspiracyjnej Młodzieży Wszechpolskiej. Zostaje szefem zakonspirowanego pionu wojskowego tej młodzieżówki. W maju 1946 r. w związku z wydarzeniami w Krakowie pułkownik Podhorski inicjuje wybuch pierwszego strajku studenckiego w Poznaniu. Strajkujący żądali wtedy uwolnienia aresztowanych w dniu 3 maja w Krakowie. Strajk kończy się pochodem i aresztowaniami. Tajniacy zabierają „Zygzakowi” legitymację studencką, ale on sam ucieka z posterunku milicji znajdującego się w byłym gmachu gimnazjum Adama Mickiewicza. W grudniu 1946 r. został wraz z kolegami aresztowany za działalność konspiracyjna w MW. Rozpoczęły się wielotygodniowe przesłuchania.

Zdumienie mnie ogarnęło, gdy przesłuchującym okazał się prokurator UB Lendzion, – wspominał Pan Jan – który był kolegą z niższej klasy wolsztyńskiego gimnazjum, a pochodził ze Zbąszynia. Zaczął od tego, że też był w AK i po co mi „płynąć pod prąd”. Liczył na współpracę, lecz po mojej odpowiedzi, że „tylko zdechłe ryby płyną z prądem” zamilkł i natychmiast wyszedł. W wyniku procesu Jan Podhorski został skazany na 7 lat więzienia, zmienioną w wyniku amnestii na 3 lata więzienia. Trafił do więzienia we Wronkach. Po wyjściu z więzienia studiował zaocznie na Wydziale Prawa, a w 1956 r. , po zniesieniu relegowania, powrócił na studia dzienne, które ukończył w 1959 r. W okresie PRL pracował w spółdzielczości, jest rzecznikiem patentowym pracującym do dnia dzisiejszego. Raz po raz jako „wrogiem ludu” interesowała się nim bezpieka. Jego nazwisko znajdowała się na wykazach osób podejrzanych przez komunistów jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych. Do 1989 r. nie ujawniał swojej NSZ-towskiej przeszłości. „Przez lata umniejszano znaczenie naszej walki, – wspominał – zmniejszano liczbę żołnierzy NSZ walczących w powstaniu. Trzeba pamiętać, że większość oddziałów NSZ była w AK, wszyscy mieliśmy legitymacje AK. Mam jedną z nielicznych legitymacji powstańczych z oryginalną pieczątką NSZ i podpisem komendanta NSZ, płka „Topora”. Gdy pokazałem tą legitymację w latach osiemdziesiątych, po stanie wojennym, kiedy zaczęły powstawać organizacje kombatanckie środowisk powstańczych AK, na spotkaniu żołnierzy batalionuAK „Miłosz”, mojego oddziału z końcowego okresu powstania, to pułkownik Perdzyński ps. „Towmir” z dowództwa AK powiedział – Lepiej niech Pan tej legitymacji nie pokazuje, bo można rozpoznać żołnierza NSZ”. Od 1 czerwca 1993 r. był prezesem Okręgu „Wielkopolska” Związku Żołnierzy NSZ w Poznaniu, obecnie jest prezesem Rady Naczelnej Związku Żołnierzy NSZ, aktywnym działaczem organizacji kombatanckich. Mieszka w Poznaniu.

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!

ascotv / info od: Antykomuna / artykuł wpolityce.pl