Wąwolnica wyklęta – 2 maja 1946 r.

70. rocznica zbrodni żydowskiego UB na zawsze wiernej Polsce wsi Wąwolnica

Wieś, a w latach 1346-1870 miasto Wąwolnica, jest położona  na Lubelszczyźnie nad rzeką Bystrą. Jak opisuje wikipedia:

„Wąwolnica jest jedną z najstarszych osad w Małopolsce (początkowo w ziemi sandomierskiej, a następnie w ziemi lubelskiej). Razem z Bochotnicą tworzyła wówczas centrum jakiejś jednostki administracyjnej. O wiekowej metryce miejscowości świadczy dokument – rękopis z 1027 roku przechowywany w klasztorze na Świętym Krzyżu. W nim napisano: W roku 1027 Ojcowie naszego klasztoru robili parafialną posługę w nowo założonej i świeżo do Wiary Świętej nawróconej osadzie Wawelnica. Ślady pierwszej bytności ludzi pochodzą jeszcze z epoki kamienia łupanego.”

Z powyższego cytatu najlepszy jest fragment: „tworzyła wówczas centrum jakiejś jednostki administracyjnej”. Kiedy, jakiej? Można by bardziej rozwinąć, że na przykład w odległych o kilka kilometrów Karmanowicach archeolodzy odkryli kilkanaście grobowców i grobów pozostałych po ludności tzw. kultury pucharów lejkowych, która zamieszkiwała te okolice pod koniec IV tysiąclecia przed naszą erą. Tylko po co?

Wawel

Wąwolnica została założona przez króla Kraka w 721 roku, w jej herbie znajduje się Krak walczący ze smokiem, czy jakwikipedia teraz się uważa, święty Jerzy. Według starych dziejów Krak przypłynął Wisłą z Krakowa i strasznie spodobała mu się okolica, więc założył Wawelnicę, nazwaną tak od Wawelu na którym zasiadał. Przez setki lat Wawelnica rozkwitała, była miastem królewskim, lokowanym początkowo na prawie polskim, a w roku 1448 przeniesionym przez króla Kazimierza Jagielończyka na prawo niemieckie. W połowie wieku XVI Wawelnica całkowicie spłonęła i król Zygmunt August polecił założyć miasto na nowo. Od wieku XVII Wawelnicę niszczyły przetaczające się wojska szwedzkie, rosyjskie i saskie. wawelW 1870 roku, za pomoc powstańcom styczniowym, władze carskie pozbawiły Wawelnicę praw miejskich i zmieniły jej nazwę na obecną-Wąwolnica. Dzisiaj klub piłkarski KS „Wawel” Wąwolnica nawiązuje do pierwotnej nazwy. Moja Mama powiedziała mi, że pamięta jak była mała, to starsi zawsze mówili, że jadą na targ do Wawelnicy.

Powstanie antykomunistyczne 1944-53

Partyzanci_WiN_mjr_Orlika__pluton_Boleslawa_Mikusa_Zbika_Lato46Wąwolnica była solidnym zapleczem dla polskiej partyzantki antykomunistycznej. W jej okolicy działało zgrupowanie AK-WIN majora Mariana Bernaciaka „Orlika”. Walczący z żydokomuną powstańcy zawsze mogli liczyć na pomoc mieszkańców wioski, będącej niegdyś królewskim miastem. Wieś, która nie uznawała narzuconej nam siłą antypolskiej władzy, była określana przez ubeków mianem faszystowskiego matecznika, wspierającego faszystowskie bandy, czyli Żołnierzy Wyklętych.

Ubecka zemsta

2 V 1946 roku w południe do Wąwolnicy zjechało komando kilkudziesięciu ubeków, którzy poinformowani przez konfidenta mieli sanktuarium wawelnica plzłapać rzekomo przebywających tam żołnierzy „Orlika”. Ubecy otoczyli i podpalili dom w którym mieli ukrywać się partyzanci, a następnie uciekli. Po dwóch godzinach ubeckie komando wróciło i rozpętało piekło. Przy pomocy benzyny i pocisków zapalających podpalali kolejne zabudowania i gospodarstwa.

Wzniecony pożar zaczął się szybko rozprzestrzeniać, obejmując większość zabudowań, jakie były w miejscowości. Siły UB nie pozwoliły przybyłym na miejsce zdarzenia wozom strażackim na gaszenie pożaru. Pastwą pożaru padło 101 domów mieszkalnych, 106 stodół, 121 obór i wiele innych zabudowań, jakie były w Wąwolnicy. Żywcem spłonęły trzy osoby, a co najmniej kilkadziesiąt innych uległo poważnym poparzeniom. To była tragedia, jakiej nie zaznali mieszkańcy Wąwolnicy w ciągu pięciu lat okupacji niemieckiej.

podziemiezbrone blox pl

Azjatycka nienawiść

Spalenie bezbronnej wsi przez ubeckie komando nie wystarczyło. Nowy okupant, z talmudyczną wręcz nienawiścią postanowił unicestwić niezłomną wioskę i jej mieszkańców.

Prawdziwa gehenna Wąwolnicy zaczęła się dopiero po pożarze. Zwłaszcza gdy nadeszła jesień, a potem surowa zima. Zimno, głód i ludzka nędza stały się tam codziennością. Jej mieszkańcy nie otrzymali żadnej materialnej pomocy. Komunistyczna władza naznaczyła Wąwolnicę piętnem „bandyckiej” miejscowości i wcale nie zamierzała pomagać jej mieszkańcom. Mało tego, oficjalnie twierdziła, że spalenia wioski dokonały bandy „Orlika”. Wprawdzie do Wąwolnicy przyjeżdżały komisje, które szacowały szkody, ale realna pomoc dla jej mieszkańców nie nadchodziła. Nie było to działanie przypadkowe. Wszystkie urzędowe podania, wnioski i prośby mieszkańców Wąwolnicy były negatywnie załatwiane. Komuniści przez kilkanaście lat bacznie pilnowali, aby utrzymać taki stan rzeczy.

Piętno Wąwolnicywolna polska pl

W ten sposób mieszkańcy Wąwolnicy zostali pariasami PRL-u. Nawet gdy wyjechali ze swojej miejscowości, mieli ogromne problemy ze znalezieniem pracy i mieszkania. Nie mogli też liczyć na  paszport, wczasy, sanatorium czy inne „dobra”, jakie oferowało komunistyczne państwo. Ich dzieci nie mogły również dostać się do szkoły bądź na studia, jakie chciały podjąć. A ponadto wszyscy w Wąwolnicy zostali zmuszeni do milczenia. Przez cały okres PRL-u nie mogli mówić o tym co się stało 2 maja 1946 roku[…]
Komuniści chcieli z Wąwolnicy i jej mieszkańców uczynić odstraszający przykład dla tych, którzy sprzeciwiali się komunistycznym rządom. Nie chodziło bowiem tylko o spalenie tej miejscowości, ale także o to, aby jej mieszkańcy, pozbawieni jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz i napiętnowani, sami porzucili to miejsce. To miało być takim stopniowym procesem wymierania Wąwolnicy. Na tym właśnie polegała wyjątkowość komunistycznej zbrodni na Wąwolnicy. Zbrodni, która nigdy nie została ukarana.

Naród pamięta

wikiZawsze kiedy jestem na Lubelszczyźnie odwiedzam Wąwolnicę. Tu, na przepięknie położonym na wzgórzach, chrześcijańskim cmentarzu spoczywają moi Przodkowie. Kiedyś, spacerując z rodziną po Wąwolnicywiki2 zastanawiałem się dlaczego miejscowy żydowski cmentarz jest taki nie odwiedzany.  W  Lublinie, na czerwonych światłach, pod eskortą policji jeżdżą co chwilę autobusy z żydowskimi wycieczkami: Majdanek, centrum, cmentarze. Kuzyn powiedział mi tak:

Dziwisz się? Oni doskonale wiedzą, że jak tu przyjadą, to już stąd nie wyjadą. Ludzie pamiętają.

Dzisiaj, 2 maja 2016 roku, w 70. rocznicę zbrodni, o godzinie 9.30 w Wąwolnicy zostanie odsłonięta tablica pamiątkowa. Po Mszy Świętej, grupy rekonstrukcyjne zainscenizują pacyfikację i spalenie niezłomnej wsi, a na koniec odbędzie się koncert patriotyczny. Moją rodzinę będzie reprezentować siostra mojej Mamy, która 70 lat temu miała 11 lat i dobrze wszystko pamięta.

Politycznie Niepoprawny B

Źródło: L. Pietrzak: „Zapomniana ubecka zbrodnia”, Warszawska Gazeta nr 17/2016 str. 20-21, www.wawolnica.pl, polona.pl

Fot. uwazamrze.pl, wawelwawolnica.futbolowo.pl, podziemiezbrojne.blox.pl, sanktuarium-wawolnica.pl, wikipedia.pl, wikimapia.org, wolna-polska.pl

Akcja na ubeckie więzienie!

Dziś (24 kwietnia) przypada 70. rocznica odbicia więźniów w Puławach. Akcją 44-osobowego oddziału WiN dowodził major Marian Bernaciak „Orlik”.

Żołnierze po części odgrywali rolę czerwonoarmistów, po części zatrzymanych przez nich więźniów. Puławskie więzienie przypominało twierdzę. Gdy oddział pojawił się przed nim, strażnicy wykryli podstęp i doszło do pierwszej wymiany ognia.

W tym czasie żołnierze okrążali już budynek więzienia. Na tyłach obiektu udało się uwolnić sześć więzionych kobiet, które pod eskortą ubeka akurat wyszły do toalety. Dosyć szybko zajęto budynek. Ubecy bronili się na piętrze. Zarządzono ewakuację więźniów na przygotowane wcześniej ciężarówki. Rosjanie miotali się po mieście strzelając na oślep.

Żołnierze sprawnie wycofali się do lasu.

Major „Orlik” starannie zaplanował całość akcji. W jej wyniku, sowieci strzelali też do funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, biorąc ich za „bandytów”.

Straty oddziału „Orlika” wynosiły dwóch poległych i kilku rannych. Zginęło również pięciu funkcjonariuszy UB i dwóch milicjantów, pięciu zostało rannych.

Ranny i otoczony przez ubeków major Marian Bernaciak „Orlik” popełnił samobójstwo w 1946 roku.

Miałem zaszczyt w latach 70. spotkać dwóch uczestników tej akcji i wysłuchać ich relacji. Wtedy jeszcze nie wolno było oficjalnie nawet wspominać o organizacji Wolność i Niezawisłość. Pamiętam, jak olbrzymie wrażenie zrobiła na mnie (wtedy nastolatku) ta sprawa.

Pamiętając o tragicznych losach Wyklętych, pamiętajmy też, jak wspaniale zwyciężali i bądźmy z tego dumni!

Źródło: nowahistoriainteria.pl / „Żołnierze Wyklęci” Jerzy Śląski.