Konkurs – pilne!

Kwartalnik „WYKLĘCI” objął patronatem poniższe wydarzenie:

Stowarzyszenie Narodowy Ciechanów oraz Komitet Obrony Roja zapraszają młodzież gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych oraz studentów powiatu ciechanowskiego do udziału w I edycji Konkursu Literacko – Plastycznego:

„Bo lepiej byśmy stojąc umierali, niż mamy klęcząc na kolanach żyć…”

REGULAMIN I EDYCJI KONKURSU

Preambuła Ustawy z dnia 3 lutego 2011 r. o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych (Dz.U. z 2011 r. Nr 32, poz. 160):
„W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” – bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawiali się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu…”
I. Organizatorzy konkursu:
Stowarzyszenie Narodowy Ciechanów
Komitet Obrony Roja
II. Sponsorzy i instytucje wspierające:
Związek Żołnierzy NSZ, Fundacja Niepodległości, Red is Bad, Surge Polonia, Wydawnictwo Fronda, Kwartalnik Wyklęci, Horytnica, Contra Mundum, Forteca, Olifant Records

Konkurs plakat
III. Patronat medialny:
PULS magazyn opinii ziemi ciechanowskiej, KRDP, Reduta ciechanowskie pismo historyczne, Czas Ciechanowa, Tygodnik Ilustrowany, Związek Żołnierzy NSZ, CiechTivi, patriodykpolski.pl
IV. Cele konkursu:
Celebracja Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Popularyzowanie wiedzy o Żołnierzach Wyklętych oraz bohaterach walczących o wolność i niepodległość Polski po II wojnie światowej. Upowszechnianie wiedzy o st. sierż. Mieczysławie Dziemieszkiewiczu pseudonim „Rój”, żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych oraz działaczu polskiego podziemia antykomunistycznego na północnym Mazowszu.
Kształtowanie wśród młodzieży postaw obywatelskich i patriotycznych.
Upowszechnianie wiedzy historycznej dotyczącej okresu drugiej konspiracji (lata 1944 – 1963).
Rozbudzanie zainteresowań młodzieży historią Żołnierzy Wyklętych, wzbogacanie owej wiedzy o fakty dotyczące lokalnych bohaterów. Wdrażanie uczniów do samokształcenia oraz rozwijania uzdolnień literackich i plastycznych.
Pielęgnowanie pamięci oraz kultywowanie ideałów i postaw Polskiego Państwa Podziemnego (lata 1944 – 1963).

więcej na stronie Konkursu

Atak na księdza Isakowicza-Zaleskiego!

Kazimierz Wóycicki w „polskim” radiu, programie trzecim, co już wiele tłumaczy – zarzucił księdzu Isakowiczowi-Zaleskiemu, że jest „agentem wpływu” Kremla!

Na filmie ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski udziela wywiadu dla prawicowyinternet.pl podczas 8. Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę.

Wracamy do artykułu na kresy.pl

Wóycicki zapytany, w jakich obszarach współpracy polsko-ukraińskiej działania mogłyby zostać zintensyfikowane. Stwierdził, że konieczne jest

„przezwyciężenie sytuacji w internecie, gdzie propagandowy anty ukraiński hejt, wyraźnie inspirowany czy wręcz opłacany przez Kreml, jest bardzo wyraźnie widoczny”.

Następnie dodał, że ma chodzi

„o takich agentów wpływu, jak Isakowicz-Zaleski i podobne tego typu, pełne nienawiści osoby”

Prowadzący zwrócił uwagę, że ze względu na nieobecność ks. Isakowicza-Zaleskiego należy powstrzymać się od ataków personalnych. Wóycicki przyznał, że dziennikarz próbuje łagodzić atmosferę, „ale pewne rzeczy trzeba mówić otwarcie”. Skrytykował również „koncentrowanie się na Wołyniu” przy podnoszeniu kwestii polsko-ukraińskich relacji historycznych. Pochwalił zarazem wypowiedzi ministra Witolda Waszczykowskiego nt. Ukrainy i prowadzoną przez niego i PiS politykę względem Kijowa.

„Wypowiedź Kazimierza Wóycickiego uważam za obrzydliwe oszczerstwo”

– stwierdził ks. Isakowicz-Zaleski w komentarzu dla Kresów.pl.

Kazimierz Wóycicki już wcześniej publicznie atakował ks. Isakowicza-Zaleskiego. W grudniu 2014 roku we wpisie na Facebooku odmówił mu miana kapłana, imputując mu zarazem członkostwo w „proputinowskiej parti w Polsce”. Była to reakcja wykładowcy UW na wezwania duchownego do protestów przeciwko wizycie ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki w Polsce.

Wcześniej Kazimierz Wóycicki bronił ukraińskich studentów, którzy sfotografowali się w Przemyślu z flagą OUN-UPA. Postulował też, by Roman Szuchewycz – współodpowiedzialny za ludobójstwo na Kresach dokonane przez OUN-UPA – został bohaterem także dla Polaków.

Dziś [27.01.2016] ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski zamieścił na swoim profilu następującą informację:

Jego Magnificencja

prof. dr hab. Marcin Pałys

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

Krakowskie Przedmieście 26/28

00-927 Warszawa

Wielce Szanowny Panie Rektorze,

Stanowczo protestuję przeciwko publicznemu spotwarzaniu Tadeusz Isakowicza-Zaleskiego, wielce zasłużonego dla Rzeczypospolitej Polskiej , przez pracownika Studium Europy Wschodniej UW dr Kazimierza Wójcickiego. Skandaliczne wydarzenie miało miejsce 25.01 br. podczas programu Puls Trójki w III programie Polskiego Radia. Proszę potraktować mój e-mail jako protest profesora i absolwenta Uniwersytetu. Nie mogę znieść myśli, że na uczelni, której dyplomy tak sobie cenię, pracuje i wykłada osoba, która zapomniała treść i sens przysięgi doktorskiej.

Łączę wyrazy szacunku,

prof. dr hab. Marek J. Sarna

Centrum Astronomiczne im. M. Kopernika

Polskiej Akademii Nauk

Warszawa

film od: Dariusz Matecki

Wyborcza łże, jak zwykle!

Artykuł na profilu Leszka Żebrowskiego w odpowiedzi na artykuł gazety [tfu!] wyborczej.

Ręce opadają!

Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać.

W dniu wczorajszym, 25 stycznia 2016 r. w… (trudno, muszę napisać to słowo) „Wyborczej” w dodatku „Ale historia” profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dr hab. Rafał Wnuk zamieścił obszerny materiał zatytułowany: „Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda”.

Odkłamywanie legend historycznych jest rzeczą twórczą i chwalebną, pod warunkiem, że „odkłamiacz” zna się na rzeczy a odkłamywana dziedzina nie jest mu obca. Sprawdzanie, czy dany autor ma faktycznie coś sensownego do powiedzenia, zaczynam na ogół od spraw formalnych, czyli od weryfikacji faktografii, nazewnictwa, nazwisk (i pseudonimów…). Z ogromną przykrością muszę stwierdzić, że prof. KUL wyróżnia się (tak, wyróżnia, a nie jest jednym z wielu „histeryków” z minionej epoki) niechlujnością, ignorancją i operowaniem ideologicznymi ogólnikami z minionej (?) epoki rodem.

Czyli do rzeczy

Dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ był wg niego jakiś „Władysław Szacki„. To nie jest oczywista omyłka, bo w tym samym tekście to powtarza. Jego zastępcą nie był jakiś „Władysław Jaxa Marcinkiewicz”. (Dla ułatwienia podam autorowi, że nie chodzi też o Kazimierza Marcinkiewicza, znanego z tego, że onegdaj był mężem Isabel…). Płk dypl. Tadeusz Kurcyusz Żegota” nie był „komendantem głównym” NSZ. Nomenklatura była bowiem inna. Stanisław Nakoniecznikow nie był „rotmistrzem”, tylko majorem sł. st. kawalerii WP. Trudno mówić o skazaniu go przez sąd AK „za dezercję”, bowiem wraz z nim – na skutek bardzo dramatycznych wydarzeń – do NSZ przeszedł prawie cały Podokręg Północ AK. Tysiące żołnierzy.

Albin Rak był majorem sł. st. WP, w NSZ-AK podpułkownikiem, a nie pułkownikiem. Osławiony „Tom” (oficer AK z Okręgu Lublin) nazywał się „Herbert Jura” wyłącznie w ubeckich gnieciuchach. Do dziś nikt nie ustalił jego prawdziwej tożsamości (chyba, że autor to zrobił?). Zamieszczona jako ilustracja do artykułu fotografia „Toma” nie jest „jedyna”. Jeśli jest, to wyłącznie dla autora. Przy okazji dziękuję dr. hab. Rafałowi Wnukowi za wykorzystanie m. in. moich fotografii. Ale zwracam uwagę, że mimo iż od dawna są one znane i prawidłowo opisane, dla autora to nadal terra incognita, datuje je bowiem na… przełom 1944/1945, choć wiadomo, że zostały wykonane w Maciejowie 26 grudnia 1944 r.

W NSZ nigdy nie było struktury pod nazwą „Sztab Główny” a płk Kurcyusz był dowódcą tej organizacji.

I tak dalej… W zasadzie powinienem na tym, zakończyć i poprosić autora o pobranie choćby „krótkiego kursu” historii NSZ, ale jestem coś winien Czytelnikom.

Skandaliczne wątki, poruszone przez autora – o bardzo silnym podłożu emocjonalnym i ideologicznym (z wydawałoby się, przezwyciężonej epoki komunistycznego ciemnogrodu), wymagają odpowiedniego komentarza. Przynajmniej niektóre, bo to nie jest miejsce do całościowej polemiki.

Wojna domowa

W okupowanej Polsce nie było wojny domowej, choć autor ją wymyśla na Kielecczyźnie, określając ją nawet jako „krwawą”. 22 lipca 1943 r. oddział NSZ, podszywając się pod grupę GL z Lubelszczyzny, nawiązał kontakt koło leśniczówki Puszcza w lasach przysuskich. Nie była to „komunistyczna partyzantka” im. Ludwika Waryńskiego, choć posługiwała się tą nazwą. Była to krwawa banda, dowodzona przez niejakiego Izraela Ajzenmana, przedwojennego pospolitego kryminalisty i recydywisty (półanalfabetę), skazywanego wielokrotnie przez sądy II RP za napady (w tym z bronią w ręku) także na bogatych Żydów… Pół roku wcześniej owa banda spacyfikowała miasteczko Drzewicę. Zamordowali bestialsko – w ramach „czyszczenia terenu z reakcji” (tak, to ich język, analogiczny do pojęć niemieckich nazistów, którzy również „czyścili teren”) siedmiu mieszkańców, w tym dyrektora miejscowej fabryczki Gerlach, aptekarza, nauczyciela…

Siedmiu „gwardzistów ludowych”, przechwalając się swymi dokonaniami, ze szczegółami opowiadało, jak dokonali tej masakry. Odbył się sąd polowy i zwyrodnialcy zostali powieszeni na miejscu. Niestety, nie była to cała grupa Ajzenmana. Innych ścigały miejscowe patrole AK, dość skutecznie, ale nie wszyscy zostali zlikwidowani. Banda była zatem notorycznym zagrożeniem dla okolicy. Jeszcze pod koniec 1944 r., tuż przed tzw. wyzwoleniem, Ajzenman był ostrzegany przez swych komunistycznych pryncypałów, że ma w terenie „opinię mordercy”.

Muszę tu wspomnieć jeszcze jedną rzecz. Gwardziści bardzo lubili „nowoczesne” zabawy z kobietami. Gwałty i morderstwa, a po takich uciechach ciała układali w gwiazdy. Jeśli prof. KUL chce nadal bronić komunistycznych bandziorów, zalecam mu wycieczkę do Archiwum Akt Nowych i zapoznanie się z zespołami 190, 191 i 192 (dokumentacja wojennej PPR i GL-AL). I oczywiście ze wstrząsającymi dokumentami podziemia niepodległościowego. Na skróty też można, bo sporą część dowodów takich zbrodni już opublikowano.

Kolejna sprawa dotyczy Rząbca i rozstrzelania kilkudziesięciu Sowietów, udających „partyzantkę sowiecką”. Było to 8 września 1944 r. Wnuk twierdzi, że to była sowiecka partyzantka, w dodatku niezmiernie liczna (250 osób!), pod dowództwem Iwana Karawajewa. W istocie zawiązek tej grupy mieli stanowić zrzuceni przez Sowietów funkcjonariusze NKGB (11-osobowy desant „Szturm”). Ale skąd mieli wziąć w drugiej poł. 1944 r. Sowietów do swoich szeregów? Na tym terenie ich nie było, to przecież nie Kresy Wschodnie, tylko centralna Polska. A właściwie byli. Zapleczem mieli stać się „zbiegli z niewoli jeńcy radzieccy”. Tak głosi wersja oficjalna, wylansowana w mrocznej epoce Polski Ludowej (i jej się trzyma Rafał Wnuk, profesor KUL). W istocie byli to członkowie kolaboracyjnych formacji pomocniczych, tworzonych przez Niemców do pacyfikacji polskiej ludności. SS-Wachtmanschaften… Tak, powtarzam – były to jednostki podległe SS! Zwano je później popularnie, choć nieprecyzyjnie „własowcami”. Działacze PPR przyznawali, że ze strachu o swe własne życie odebrali im broń! Nic dziwnego, bo sowieccy SS-mani pacyfikowali tuż przed ucieczką do lasu okolicę. Co można było z nimi zrobić? Wypuścić i pozwolić im dalej uprawiać zbrodniczy proceder?

Wg Wnuka BŚ NSZ „zabiła w sumie kilkuset członków i sympatyków PPR i AL”. Od profesora historii KUL należy wymagać czegoś więcej, niż bezkrytycznego powielania bredni ppłk. UB Ryszarda Nazarewicza i innych „utrwalaczy władzy ludowej”.

I jeszcze jedno. Dr hab. historii Rafał Wnuk napisał, że „wszystkie ważniejsze decyzje”, dotyczące Brygady, „akceptowało berlińskie dowództwo SD i Abwehry”. Programy szkoleniowe dla jej żołnierzy mieli opracowywać (w 1945 r.!) bardzo wysocy funkcjonariusze III Rzeszy Niemieckiej: szef wywiadu SD Brigadeführer (tak, profesorze, to się pisze z dużej litery…) Walter Schellenberg, SS-Obersturmbannführer Otto Skorzeny (tak, profesorze, to prawidłowe brzmienie jego nazwiska) oraz sam gen. por. Reinhard Gehlen, szef Fremde Heere Ost w Sztabie Generalnym Wojsk Lądowych (OKH).

Jest to imponujące odkrycie, zaiste niezwykłe. Nie wpadli na to nawet komunistyczni propagandyści spod znaku Jakuba Bermana! Jeśli to prawda, prof. KUL powinien niezwłocznie opublikować stosowne dokumenty, potwierdzające jego twierdzenia. Jeśli ich nie ma, dołącza w ten sposób (dobrowolnie!) do grona komunistycznych kłamców.

Gdy w styczniu ruszył front wschodni, przed nim wycofywało się (w nieładzie lub w sposób zorganizowany) 1,5-2 mln ludzi z terenów, które już ponownie okupowali Sowieci, oraz z rdzennej Rosji. Uciekali wszyscy, którzy po czerwcu 1941 r. ujawnili jakiekolwiek oznaki radości z klęsk sowieckich. Byli wśród nich m.in. Kozacy, ludy kaukaskie, mieszkańcy krajów bałtyckich, jak również społeczności i mniejszości religijne (w tym np. starowiercy). W tym kontekście należy widzieć przemarsz zaledwie 800-osobowej Brygady. Mimo upływu ponad 70 lat od zakończenia działań wojennych i dostępności wszystkich archiwów z tego zakresu, do dziś nikt nie natrafił na dokumenty, potwierdzające realną współpracę Brygady, w dodatku na tak wysokim szczeblu. A przecież aparat propagandowy Josepha Goebbelsa (ministra propagandy i wreszcie kanclerza Rzeszy) na przełomie 1944/1945 r. przymilał się do Polaków: „tylko orientacja europejska może uratować Polskę”… (Skąd my to znamy?).

Dowódca Brygady do końca informował swych żołnierzy, że wycofuje się ona w celu połączenia się Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie. Brygada nigdy nie podjęła żadnych działań na rzecz Niemców, choć była do tego usilnie namawiana. Nie weszła też w skład „międzynarodówki antybolszewickiej” z udziałem m. in. Waffen SS i… Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jak to kategorycznie obwieścił nam autor owej gazety, wymienionej na początku!

Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać. Być może „najlepiej”, jak potrafił, ale od osoby posługującej się stopniem i tytułem naukowym mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek wymagać czegoś więcej niż tekstu na poziomie „Trybuny Ludu”. Można oczywiście całość skwitować, że jaka gazetka, taka historyjka (vel histeryjka). Organ z ul. Oszczerskiej wielokrotnie osławił się paszkwilami i był na tym łapany. Niczego to ich – jak widać – nie nauczyło.
Ale z powodu coraz niższego poziomu tandetnej propagitki, upudrowanej w celu ukrycia elementarnych braków, można im (gazetce i autorowi) tylko współczuć, bo przecież będzie im to zapamiętane.

Po prostu ręce i gacie opadają…

Na zdjęciu: więźniarki z obozu koncentracyjnego w Holiszowie, wyzwolonego przez Brygadę Świętokrzyską.

Kibice na odsiecz Matce Boskiej!

Czy my – Kibice – mamy ruszyć na odsiecz? Odbić miasto Matki Bożej z czerwonych łap?

Co się dzieje w naszym mieście! Co się dzieje pod murami Jasnej Góry? Czy znów Szwedzi? Czy to tym razem „Polak do Polaka”?

Na wpolityce.pl czytamy z przerażeniem:

W Częstochowie, mieście Matki Boskiej Jasnogórskiej, w którym władzę sprawują lewicowy prezydent i radni PO-SLD, poruszenie wywołała uchwała, która ma umożliwić naukę islamu za publiczne pieniądze.

Uchwała, jak wynika z jej treści, ma doprowadzić do zawarcia umowy między prezydentami Częstochowy i Katowic ws. nauczania religii dzieci wyznawców islamu. Miałaby się tym zająć Liga Muzułmańska, ale za pieniądze dostarczane przez obydwa miasta.

Projekt, nad którym radni mają głosować w najbliższy czwartek, ujawnił radny PiS Artur Sokołowski.

Co się dzieje w Świętym Mieście?!

Czy my – Kibice – mamy ruszyć na odsiecz? Odbić miasto Matki Bożej z czerwonych łap?

film od: lokalni patrioci / Pressmix / Inter Media TV

Kibice Śląska i Paweł Kukiz!

Kukiz – sprowadzić Michnika! Kibice – znamy adres!

Paweł Kukiz chce sprowadzić do Polski Stefana Michnika. Kibice Śląska Wrocław – znają adres🙂

Paweł Kukiz:

Mnie bardzo imponuje Izrael. Bardzo bym chciał, by Polska była na tyle silna, by sprowadzić ze Szwecji Stefana Michnika i posadzić go na ławie oskarżonych. I jest mi wszystko jedno, czy ma on pochodzenie żydowskie czy mongolskie, ale komunistyczny zbrodniarz nie powinien w spokoju dożywać swoich dni!

Relacja Kibiców Śląska Wrocław

Kibice Śląska Wrocław, wracając z meczu z IFK Goeteborg, wymienili uprzejmości z miejscowymi i szwedzką policją, a potem odwiedzili dom Stefana Szechtera Michnika! Morderca sądowy polskich Bohaterów mieszka w Szwecji od 1969 roku. Niczego mu nie brakuje. Nikt go nie niepokoi. Jego bratAdam Michnik zamula Polakom mózgi swoim bełkotem od początku lat 90. gdy stworzył gazetę wyborczą – medium, które Polacy początkowo uznali za medium Solidarności i – niestety – obdarzyli zaufaniem.

Od wielu lat ta szmata zatruwa swoich czytelników propagandą dziwactwa, wypocinami degeneratów, wręcza swoje nagrody, „namaszcza” wiernych „intelektualistów”. Na szczęście z miesiąca na miesiąc traci czytelników, zmniejsza nakład i musi zatrudniać swoje dziennikarskie psy na umowach śmieciowych. Niedługo sczeźnie na śmietniku historii.

18.12.2012 Szwedzcy narodowcy z organizacji „Nordisk Ungdom” zorganizowali 16. grudnia pikietę pod domem Stefana Michnika, stalinowskiego potwora odpowiedzialnego za śmierć wielu polskich patriotów. Dziś żyje on sobie bezpiecznie w Szwecji, dokąd niestety uciekł, i gdzie posiada obywatelstwo Szwecji. Był ponoć „zniesmaczony” pikietą.

Teoretycznie można powiedzieć, że Adam nie odpowiada z czyny Stefana! Ale – tylko teoretycznie. Bo – medium Adama – szkaluje pamięć Żołnierzy Wyklętych, czyli… ofiar Stefana Szechtera Michnika. O tym często przypominają kibice Legii Warszawa i innych klubów.

Słowa uznania należą się teraz kibicom Śląska Wrocław. A do nas – do was należy podać to dalej, innym. Zrozumieć na czym polega ten trwający od lat spisek, dzięki któremu komunistyczni mordercy mają się lepiej, niż ich ofiary i rodziny ich ofiar!

Bezkarność Szechtera to taki sam element tego układu, jak to co dzieje się teraz wokół warszawskiej „Łączki”.

„Zatrzymujemy się pod domem zbrodniarza stalinowskiego Stefana Szechtera Michnika i głośnymi okrzykami przypominamy mu o jego przeszłości – W latach 1951–1957 przewodniczył składom sędziowskim sądzącym schwytanych żołnierzy Podziemia Niepodległościowego i brał udział w egzekucjach wielu wybitnych osób Podziemia Antykomunistycznego. Był on członkiem grupy sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w sprawach, w których doszło później do pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób skazanych na śmierć.”

film od: Blogpressportal / Nordisk Ungdom

Tropem wilczym!

Tropem wilczym!

W tym roku 28 lutego w 160 miastach w Polsce ponad 40 tys. uczestników odda hołd Żołnierzom Wyklętym. Bieg organizuje 7 zagranicznych miast, w tym Londyn i Nowy Jork. Idea przekroczyła granice Europy i podbiła Amerykę – mówi Barbara Konarska, współorganizatorka biegu Tropem Wilczym w rozmowie z „Codzienną”.

Skąd wziął się pomysł, aby poprzez bieganie oddać hołd Żołnierzom Wyklętym?

Pomysł narodził się w głowach harcerzy i Michała Dworczyka – byłego prezesa fundacji Wolność i Demokracja. Z wyobrażeń o żołnierskim życiu wypływa przekonanie, że towarzyszy mu fizyczny wysiłek i zmęczenie, a samo bieganie wydaje się organicznie przypisane żołnierskiej codzienności. Stąd idea, aby właśnie w taki mocno angażujący fizycznie sposób uczcić pamięć Niezłomnych wydała się najtrafniejszą formą aktywnego upamiętnienia tych, którzy oddawali życie w walce o niepodległą Polskę.
Pierwsza edycja była działaniem testowym, prawie spontanicznym, był to bieg po terenie leśnym, na orientację. I mimo że nie był nagłośniony medialnie i miał charakter mocno kameralny, uczestnicy i organizatorzy poczuli ogromny potencjał takiego wydarzenia, które jest jak osobiste doświadczenie otarcia się właśnie o tę trudną codzienność Wyklętych. Postanowili podzielić się tym niezwykłym doświadczeniem i zaprosić innych do biegu w tej intencji, a całe wydarzenie oprawić w profesjonalną organizację i nadać wydarzeniu rozgłos.

Druga edycja biegu została oparta na zasadach, które potem stały się obligatoryjne w latach późniejszych: pakiety startowe dla uczestników i obowiązkowy dystans o długości 1963 m – na pamiątkę roku śmierci Józefa Franczaka „Lalka” – ostatniego Żołnierza Wyklętego. Temu wydarzeniu zaczęły już towarzyszyć media. Założeniem trzeciej edycji było zorganizowanie przynajmniej jednego biegu w każdym województwie, czyli 16 biegów lokalnych. Rezultatem pracy organizatorów było 20 tys. uczestników, którzy pobiegli w 81 miastach Polski.

Jakie są założenia na ten rok? Na bieg 28 lutego?

Przy tegorocznym biegu poprzeczka poszła bardzo wysoko: przekroczyć granice Polski i podwoić liczbę miast, a tym samym liczbę biegaczy. No i biegnie cała Polska. Wydarzenie przerodziło się w akcję masową. Przy zaangażowaniu kilku tysięcy organizatorów w 160 miastach w Polsce, ponad 40 tys. uczestników odda hołd Żołnierzom Wyklętym. Bieg organizowany jest też w siedmiu miastach za granicą, w tym Londynie i Nowym Jorku. Idea przekroczyła granice Europy i podbiła Amerykę.

Bieg to też edukacja?

Przede wszystkim edukacja. Ale taka skuteczna, trafiająca do serca. Bieg ideowy, w którym nie tylko przekazuje się zapomniane i ukrywane karty naszej historii, ale przez strukturę wydarzenia, imprezy towarzyszące, w których biorą udział rekonstruktorzy w mundurach – pozwala zbliżyć się do historii. Nic mocniej niż własne zmęczenie i ból mięśni nie powie o fizycznych kosztach postaw Niezłomnych. Jeśli do tego dodamy świadomość, że ten bieg po niepodległość trwał dla niektórych nawet latami, że często musieli przemierzać tę drogę z pustym żołądkiem, w zniszczonych butach, w ciągłym zagrożeniu życia i że nie kończyła się ciepłym obiadem w domu, ale nieustającą bezdomnością – edukacyjne walory takiego biegu są nie do przecenienia. A uczestników naprawdę zaczyna z Niezłomnymi łączyć więź szczególnej bliskości.

Spodziewali się Państwo, że to wydarzenie będzie miało aż taki zasięg?

Nie. Skala wydarzenia jest przecież precedensowa. Biegnie cała Polska. Wydarzenie jest apolityczne, nie biorą w nim udziału żadne partie ani biura poselskie. Jest to więc czysta manifestacja patriotycznych postaw Polaków. Biegną ludzie w każdym wieku, często całymi rodzinami. A organizatorzy lokalni przyłączyli się do projektu na własny koszt, sami też zajmują się całą logistyką. Organizatorami są urzędy miast, gmin, fundacje, stowarzyszenia, kluby sportowe, szkoły, parafie… Warunkiem jest wyposażenie biegaczy w nasze pakiety startowe oraz zorganizowanie biegu na dystansie „Lalka”, czyli tych 1963 m. Każde miasto może indywidualnie ustalić dodatkowe długości dystansów. W Warszawie poza dystansem obligatoryjnym, w którym często biorą udział rodziny z dziećmi – są jeszcze dystanse na 5 i 10 km.

Autor: Jarosław Wróblewski Źródło: Gazeta Polska Codziennie

„Łupaszka” spocznie na Powązkach

„Łupaszka” spocznie na Powązkach „Pogrzeb legendarnego dowódcy AK, majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, będzie patriotyczną demonstracją!”

– czytamy w rp.pl

Organizatorzy pragną zaprosić Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudę. Pogrzeb odbędzie się w uroczystej asyście Wojska Polskiego.

„Na pewno uroczystość ta odbędzie się z asystą Wojska Polskiego”

– zapewnia nas Bartłomiej Misiewicz, rzecznik resortu obrony.

„Chcielibyśmy, aby msza żałobna odbyła się w katedrze polowej Wojska Polskiego, następnie kondukt żałobny przeszedłby przez Warszawę na Powązki, tak aby była to manifestacja patriotyczna”

– opisuje „Rzeczpospolitej” Wojciech Łuczak, prezes Fundacji Niezłomni im. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, który jest współorganizatorem pochówku legendarnego dowódcy.

Rodzina majora nie zgodziła się na pochówek odnalezionych szczątków w tak zwanym „panteonie”. Zgodnie z wolą nieżyjącej już Barbary Szyndzielarz córki majora – jego szczątki będą pochowane w grobie rodzinnym.

„Łupaszka” był jednym z twórców V Wileńskiej Brygady AK. W czasie wojny w równym stopniu walczył z niemieckimi oddziałami policyjnymi, jak i litewskimi czy białoruskimi oraz partyzantami sowieckimi. Szacuje się, że na terenie Nowogródczyzny od wiosny 1943 do lata 1944 r. doszło do 200 potyczek żołnierzy AK z Sowietami, dlatego „Łupaszka” był przez nich znienawidzony.

Po wojnie nie zaprzestał działalności. Jego oddział do 1947 r. na Pomorzu i Białostocczyźnie atakował posterunki milicji i wojska, organizował zamachy na działaczy komunistycznych.

Szendzielarz został aresztowany przez UB w połowie 1948 r. Prokuratura postawiła mu m. in. zarzut próby obalenia siłą ustroju, a także zwalczania w czasie wojny partyzantki sowieckiej oraz współpracy z Niemcami. Został skazany na 18-krotną karę śmierci. Wyrok na nim i na jego towarzyszach wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie. Ich ciała zakopano w bezimiennej mogile na Powązkach. Na początku lat 90. stalinowskie wyroki uchylono.

Od kilku miesięcy pion śledczy IPN prowadzi śledztwo w sprawie okoliczności skazania przez komunistyczny sąd dowódców V Wileńskiej Brygady AK, w tym „Łupaszki”. Prokurator Marek Klimczak nie ma wątpliwości, że żołnierze podziemia niepodległościowego zostali nieprawidłowo osądzeni. Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem zespół orzekający mógł się składać z sędziego zawodowego i dwóch ławników lub trzyosobowego zespołu sędziów zawodowych. W tym przypadku wyrok wydali: sędzia zawodowy Mieczysław Widaj, ławnik – oficer Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – oraz asesor sądowy.

film Rozstrzelana Armia – Andrzej Kołakowski od: PrawicowyInternet

Turniej z okazji „Wyzwolenia Warszawy”

Odkrywanie historii najnowszej – część kolejna. Z nieco osobistym wstępem, wybaczcie. Ten wstęp ma na celu pokazać, jak wyglądała rzeczywistość lat siedemdziesiątych XX wieku w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, za rządów Edwarda Gierka.

W latach siedemdziesiątych, właśnie w Warszawie, w styczniu odbywał się międzynarodowy turniej koszykówki z okazji Wyzwolenia Warszawy. Tak! Wyzwolenia. Nikt wówczas nie kwestionował głośno daty 17 stycznia 1945 roku.

Młodzi ludzie chcieli oglądać najlepsze drużyny reprezentujące stolice państw tak zwanego bloku sowieckiego, państw socjalistycznych. Pod szyldami stolic, na przykład Moskwy, Sofii, Budapesztu, Berlina występowali zawodnicy najmocniejszych klubów. Trzon drużyny Warszawy stanowili koszykarze CWKS Legia, czasem z niewielkim uzupełnieniem z innych klubów,

Na przykład w roku 1974 zwyciężała Moskwa (oparta na zawodnikach Dynamo i CSKA), Legia była druga, na trzecim miejscu reprezentujący Wrocław – Śląsk, kolejno drużyna Pragi czeskiej i Polonia Warszawa. Na szóstym Budapeszt, na siódmym Sofia.

Na któryś z tym turniejów wybrałem się do Hali Gwardii z moim dziadkiem. Uczestnikiem walk w Armii Ochotniczej Imperium Rosyjskiego, ułanem podczas wojny 1920 roku, obrońcą Warszawy w 1939 roku.

Dziadek był bardzo zainteresowany koszykówką, ale… dość głośno kwestionował nazwę turnieju. Kwestionował datę 17 stycznia 1945 roku… Siedzący obok popatrzyli na niego karcąco i dziadek się już nie odezwał.

Nic z tego nie rozumiałem! Ja – wówczas nastolatek – miałem wbite do głowy, że Czterej Pancerni i pies, oraz Hans Kloss wyzwolili stolicę 17 stycznia 1945 i nawet przez myśl mi nie przeszło kwestionowanie lub interpretowanie tej daty.

Teraz, gdy wiem więcej i przechodzę obok Hali Gwardii – wspomnienia wracają. Wtedy „nie wolno było” kwestionować oficjalnej wersji historii.

Dziś możemy, musimy wręcz odkłamać historię. Choćby na przykładzie własnym, własnego dziadka, czy rodziców. Pokazują że większość ludzi żyjących w PRL, w latach siedemdziesiątych spokojnie „łykało” oficjalną propagandę.

Dopiero rok 1980, ten „Karnawał Solidarności” pozwolił na mówienie i pisanie prawdy. Na kilkanaście miesięcy. Potem nadszedł stan wojenny i znów dostęp do prawdziwych lektur mieli tylko ci, którzy sięgali po wydawnictwa nielegalne, bez cenzury, kolportowane z rąk do rąk.

Gdyby stan wojenny potrwał jeszcze dłużej – nie można by już odbudować Pamięci!

Stało się, jak się stało. Dziś już wiemy więcej, prawie wszystko. Ale to też za mało! Wzorem Leszka Żebrowskiego chciałbym zaapelować do wszystkich o to, żeby „szukali swojej historii”! Historii swojej rodziny, rejonu, wsi, miasteczka, miasta.

Tylko znajomość naszej historii da nam broń przeciwko kolejnym specom od manipulacji.

Niedawno natrafiłem na doskonały artykuł Daniela Witowskiego w Polskaniepodległa.pl który w całości przytoczę.

Obalić mit komunistycznej propagandy.

Czerwony terror zapanował w Warszawie na kilka miesięcy przed jej „wyzwoleniem”

17 stycznia 1945 roku oddziały 1 Frontu Białoruskiego sforsowały Wisłę i przedostały się na lewobrzeżną część Warszawy. Krajobraz, jaki ujrzeli, był przerażający – zgliszcza, ruiny i wszechobecny pył. Miasto było wyludnione. Pozostała jedynie garstka osób, której udało się ukryć przed niemiecką wywózką do ośrodka filtracyjnego w Pruszkowie. Nazwano ich później wymownie „robinsonami”.

Wraz z wkraczającymi oddziałami Armii Czerwonej i Wojska Polskiego, złożonego z niedawnych więźniów łagrów i gułagów, maszerowały jednostki NKWD. Ich zadaniem była eliminacja tych Polaków, którzy mogli być niewygodni dla nowej władzy czyli niepożądanych w nowym, narzucanym Polsce systemie.

Aresztowania, prześladowania i egzekucje na terenie Warszawy nie rozpoczęły się jednak 17 stycznia 1945 roku, a już 4 miesiące wcześniej. W okresie PRL-u władza niechętnie wspominała, że żołnierze 1 Frontu Białoruskiego zajęły prawobrzeżną część stolicy 14 września 1944 roku i przyglądały, jak wykrwawiają się Powstańcy po drugiej stronie Wisły. Komunistyczna propaganda tłumaczyła brak pomocy walczącym przeciwko Niemcom warszawiakom koniecznością uzupełnienia zaopatrzenia.

Oczywiście nikt nie wspominał wówczas, że Stalin nie pozwolił aliantom lądować na zajętych przez Sowietów terenach, by ułatwić zrzuty dla Powstańców. Radziecki dyktator czekał, aż Warszawa spłynie krwią, aż zostanie zburzona. Było mu to na rękę – z jednej strony w Powstaniu zginęło bardzo wielu polskich patriotów, którzy łatwo nie oddaliby Sowietom Polski pod władanie, zaś z drugiej – na gruzach stolicy mógł zbudować nowe, socrealistyczne miasto.

Tuż po zajęciu Pragi przez oddziały 1 Frontu Białoruskiego, NKWD uruchomiło kilka, jak nie kilkanaście miejsc kaźni po prawej stronie Warszawy. Szacuje się, że przez praskie kazamaty przewinęło kilka lub kilkanaście tysięcy Polaków. Część z nich zamordowano i zakopana w bezimiennych mogiłach, dotychczas niezlokalizowanych. Starsi mieszkańcy Pragi mówią, że ciała ofiar komunistycznego terroru były zwożone w okolice obecnego nasypu kolejowego przy Rondzie Żaba. Żadnej instytucji publicznej nie spieszy się jednak, by mogił szukać. Ogromna ilość zakopanych w ziemi ciał musiałaby na długie miesiące zablokować ruch pociągowy i samochodowy w okolicy…

Przez większość okresu istnienia III RP władze państwowe, czy też władze miejskie (także przecież wywodzące się z establishmentu), traktowały 17 stycznia jako rocznicę nie do końca pożądaną, jednak w jakimś stopniu honorowaną. Umyślnie obchodom „oficjalnym” nie nadawano specjalnego rozgłosu, by nie prowokować dyskusji społecznej. Przydzielano jednak asystę honorową wojska, palono znicze pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Jaki sens miały te działania, skoro „wyzwolenie Warszawy” – te 17 stycznia – było bezkrwawe? Przypomnę – lewobrzeżna Warszawa była wówczas niemalże zrównana z ziemią i opustoszała!

W kolejne rocznice tego dnia, jak i 14 września (wkroczenie jednostek podległych dowództwu Armii Czerwonej na warszawską Pragę), powinniśmy więc oddawać hołd nie żołnierzom radzieckim, którzy wkraczali do kolejnych miast i zaprowadzali nowy, czerwony porządek, a ofiary tegoż. Na koniec warto zaznaczyć, że do tej grupy (ofiar komunizmu) zaliczają się także żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego…

Szanowni Czytelnicy!

Jeśli dotrwaliście do końca artykułu, to… jeszcze nie koniec🙂 Zobaczcie jak „kombatanci” obchodzą po swojemu rocznicę „wyzwolenia”. Niewielu już ich zostało. Mamy demokrację i nikt im nie zabrania wierzyć w to, w co wierzyli przez całe życie.

Powiecie – „kilku staruszków”… Nie! Oni mają dzieci i wnuki, które znają inną historię i mają inne ideały. Odwołam się znów do Leszka Żebrowskiego, który powiedział, że:

„Trzecie pokolenie ubeków walczy z trzecim pokoleniem akowców”.

film od: jan jankow

 

 

Sojusznicy Hitlera i pogromcy żydów!

„Sojusznicy Hitlera i pogromcy żydów… byli w Polsce podczas okupacji… To była Polska Partia Robotnicza, Gwardia Ludowa i Armia Ludowa – organizacje, które współpracowały z Niemcami.”

– mówi Leszek Żebrowski na spotkaniu zorganizowanym przez Kibiców Unii Oświęcim i Narodowy Oświęcim. Nawiązuje do komentarzy gazety parszywej w sprawie Danuty Siedzikówny „Inki”.

Uczmy się historii od Leszka Żebrowskiego!

film od: zworazwora