„Promocja” UPA!

„Promocja” UPA! Czyli Rowerem po śladach krwi!

„Bohaterowie” UPA promowani w atlasie rowerowym, czy jak to tam nazwać! Za nasze – jak można wnosić – pieniądze, w atlasie wydanym w ramach programu „Green Velo”, który ma promować Wschodni Szlak Rowerowy!

Refleks Księdza Isakowicza-Zaleskiego!

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, znany nam wszystkim ze swojej odwagi, siły i niezłomności oraz wytrwałości w walce o prawdę trudnych relacji Polski i Ukrainy – na swoim blogu zwrócił uwagę jako pierwszy na to „wydawnictwo”. Ksiądz Tadeusz jest znany z akcji upamiętniania ofiar zbrodni ukraińskich i jako wielki przeciwnik gloryfikacji UPA.

Jego zdaniem:

„Niedopuszczalne jest, by w wydawnictwie finansowanym z publicznych pieniędzy pojawiały się takie obiekty!”

Rowerowe kłopoty

Sprawa tej publikacji ma wymiar, moim zdaniem, kryminalny! Polityczny też! Dziwacznie wiąże się też z… jeżdżeniem na rowerze! W roku 2009 wybuchła sprawa organizacji rajdu rowerowego śladami Stefana Bandery! Rajd przygotowała Fundacja „Eko – Miłosierdzie” i władze samorządowe Lwowa.

Nie pomnę, jak to się skończyło… Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wyraziło (chyba) zgody na ten przejazd.

Czytałem wtedy artykuł na stronach polityka.pl

„[…] Czy nasz MSZ musi się zgadzać na przejazd przez Polskę […] młodych Ukraińców? Czy w Birczy, gdzie pamięć walk z UPA jest tak boleśnie żywa można oczekiwać życzliwości w stosunku do młodych Ukraińców z wizerunkiem Bandery na koszulkach, którzy tam zatrzymają się na nocleg?

Jednak czy obojętność wobec podobnych imprez można uznać za przejaw tolerancji i pojednania? Dzieci nie są oczywiście winne, może nawet większość z nich nie wie, kim był Stefan Bandera. To dorośli popełniają co najmniej nietakt. Przyjaźń polega także (lub zwłaszcza) na szanowaniu wzajemnych uczuć i doświadczeń.”

Promocja UPA!

Atlas który miał promować turystykę rowerową, promuje… „bohaterów UPA”

Na stronie PodkarpackaHistoria.pl czytamy:

W Atlasie Rowerowym Województwa Podkarpackiego wydanym w ramach programu „Green Velo” promującego Wschodni Szlak Rowerowy wśród miejsc godnych zwiedzania znalazł się nielegalny pomnik w podprzemyskich Hruszowicach poświęcony Ukraińskiej Powstańczej Armii. Kontrowersje wzbudza fakt, że obelisk wywołujący emocje został w tym wydawnictwie, finansowanym z publicznych pieniędzy, określony jako „Pomnik poświęcony bohaterom UPA”.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski apeluje na swoim blogu o wysyłanie marszałkowi województwa podkarpackiego Władysławowi Ortlowi protestów w tej sprawie. Publikacja wzbudza emocje m. in. dlatego, że pomnik w Hruszowicach z prawnego punktu widzenia stoi nielegalnie. Postawiono go pod osłoną nocy w 1994 roku. Na obelisku znajdują się m. in. nazwy oddziałów UPA operujących na tym terenie, znanych z krwawych rozpraw z polską ludnością.

Rowerem po śladach krwi!

Oficjalnie wydawcą kontrowersyjnego atlasu jest Regionalna Organizacja Turystyczna Województwa Świętokrzyskiego, zaś projekt publikacji przygotowała warszawska spółka EURO-PILOT.

Dlaczego informacja o pomniku „bohaterów UPA” znalazła się w przewodniku czy też atlasie?

W warszawskiej firmie EURO PILOT usłyszałem, że po prostu umieszczono pomnik w tym miejscu, bo on jest! No, faktycznie, jest!

Zapytałem, czy praca firmy podlegała jakiemukolwiek sprawdzeniu? Oczywiście! – odpowiedziano mi. Sprawdzać miał, czy też musiał zamawiający, czyli Regionalna Organizacja Turystyczna.

Moim zdaniem

W dużym uproszczeniu ale bez ryzyka omyłki – program „Green Velo” promujący turystykę rowerową w pięciu województwach Polski południowo-wschodniej został sfinansowany z publicznych pieniędzy. W skład „programu” wchodzi budowa trasy rowerowej na długości około dwa tysiące kilometrów. Koszt został pokryty między innymi ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej 2007-2013.

Można się domyślać, że atlas to tylko malutki fragment wielkiej inwestycji. Ale też zapłacony publicznymi pieniędzmi.

UPA pomnik

Głupota, czy dywersja?

„Ktoś” robi mapę. Nanosi na mapę, to co jest w realnej rzeczywistości. „Ktoś” inny to na pewno sprawdza. Chyba nie może być inaczej?

Sądzę, że zlecający powiedział temu, co robił mapę – jakie rzeczy go interesują? Jakoś to zostało określone i – mam nadzieję – że na TEJ konkretnie mapie nie spodziewał się naniesienia na przykład wszystkich nocnych sklepów z alkoholem! Zatem – jakoś – określił co go interesuje! Można sądzić, że po przyjęciu wykonanej mapy – sprawdził co się na niej znajduje?

No i tak możemy dedukować dalej…

„Ktoś” sprawdzał. I musiał zobaczyć, że obiekt na mapie jest opisany jako „Pomnik poświęcony bohaterom UPA”.

Temu komuś nic się nie nasunęło, żadna wątpliwość, żadne pytanie, żadna potrzeba refleksji…

Zatem – głupota, czy dywersja?

Za dywersję trzeba by normalnie rozstrzelać! Głupotę – leczyć, ale już nie za państwową kasę!

Do tematu będę jeszcze wracał…

Cmentarz Obrońców Lwowa – konflikt!

Cmentarz Obrońców Lwowa – konflikt

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski na łamach onet.pl

Kresowianie:

„Polscy politycy nie stają w prawdzie, gdy władze ukraińskie lżą polskich bohaterów czy zwykłych obywateli zamordowanych w procesie ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, nie udzielają jakiegokolwiek wsparcia Polakom starającym się o ekshumację i godny pochówek krewnych zamordowanych przez banderowców (do chwili obecnej dziesiątki tysięcy Polaków spoczywa w dołach i jamach, zagrzebanych jak padłe zwierzęta, bez znaku krzyża i grobu).”

Na początku bieżącego roku bardzo wiele organizacji kresowych, wspieranych przez środowiska patriotyczne, wystąpiło do pana profesora Piotra Glińskiego, wicepremiera i ministra kultury i dziedzictwa narodowego, z listem otwartym w sprawie Cmentarza Obrońców Lwowa, nazywanego popularnie Cmentarzem Orląt Lwowskich. List ten można przeczytać pod linkiem.

W imieniu adresata odpisał wiceminister Janusz Sellin. Skan odpowiedzi został zamieszczony jest na stronie Kresowego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Żarach (Ziemia Lubuska), które nosi imię Orląt Lwowskich, a które kontynuuje tradycje i dorobek ideowy przedwojennych organizacji ze Lwowa i Podola. Odpowiedź nie w pełni usatysfakcjonowała sygnatariuszy listu otwartego, którzy w następujący sposób skomentowali konflikt tak wokół nadzwyczaj ważnej dla Polaków nekropolii lwowskiej, jak i pochówku ofiar ludobójstwa dokonanego przez bandytów z OUN – UPA, tak bardzo gloryfikowanych dziś przez rząd i parlament Ukrainy.

[…]

Mamy zatem taką oto sytuację, że Rząd RP w pełni zdaje sobie sprawę z nieprzychylnego a nawet wrogiego stosunku Ukraińców do polskich postulatów, ale nie ma żadnego planu rozwiązania tego problemu. Przeznaczanie dla wrogo nastawionych Ukraińców milionów złotych pieniędzy polskich podatników jest działaniem zupełnie nie na miejscu (w ten sposób krewni ofiar banderowców de facto wspierają finansowo budowę kolejnych pomników Stepana Bandery czy innego zbrodniarza ukraińskiego). Brakuje nam stanowczej odpowiedzi polskiego Rządu wobec haniebnych pomówień szefa ukraińskiego IPN Wiatrowycza, kłamliwie oskarżającego o zbrodnie wojenne dwóch oficerów-cichociemnych broniących Kresowian przed banderowskim ludobójstwem. Polscy politycy nie stają w prawdzie, gdy władze ukraińskie lżą polskich bohaterów czy zwykłych obywateli zamordowanych w procesie ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, nie udzielają jakiegokolwiek wsparcia Polakom starającym się o ekshumację i godny pochówek krewnych zamordowanych przez banderowców (do chwili obecnej dziesiątki tysięcy Polaków spoczywa w dołach i jamach, zagrzebanych jak padłe zwierzęta, bez znaku krzyża i grobu. Nie jest to jak widać problem dla polskiego Rządu, wstyd!!!).

Z pieniędzy polskiego podatnika opłacany jest Związek Ukraińców w Polsce, którego przewodniczący Piotr Tyma to „kłamca wołyński”-wielokrotnie publicznie zaprzeczający faktowi ludobójstwa Polaków dokonanego przez UPA i ustawicznie gloryfikujący ukraińskich zbrodniarzy wojennych.

Czy władze Ukrainy finansują w równym stopniu działalność polskich organizacji na terenie tego kraju?

Cały artykuł znajdziecie na onet.pl

Poniżej film z wyprawy do Lwowa kibiców Resovii Rzeszów 22.11.2015

film od: bulecka1 / druidpoland14

Konkurs – pilne!

Kwartalnik „WYKLĘCI” objął patronatem poniższe wydarzenie:

Stowarzyszenie Narodowy Ciechanów oraz Komitet Obrony Roja zapraszają młodzież gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych oraz studentów powiatu ciechanowskiego do udziału w I edycji Konkursu Literacko – Plastycznego:

„Bo lepiej byśmy stojąc umierali, niż mamy klęcząc na kolanach żyć…”

REGULAMIN I EDYCJI KONKURSU

Preambuła Ustawy z dnia 3 lutego 2011 r. o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych (Dz.U. z 2011 r. Nr 32, poz. 160):
„W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” – bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawiali się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu…”
I. Organizatorzy konkursu:
Stowarzyszenie Narodowy Ciechanów
Komitet Obrony Roja
II. Sponsorzy i instytucje wspierające:
Związek Żołnierzy NSZ, Fundacja Niepodległości, Red is Bad, Surge Polonia, Wydawnictwo Fronda, Kwartalnik Wyklęci, Horytnica, Contra Mundum, Forteca, Olifant Records

Konkurs plakat
III. Patronat medialny:
PULS magazyn opinii ziemi ciechanowskiej, KRDP, Reduta ciechanowskie pismo historyczne, Czas Ciechanowa, Tygodnik Ilustrowany, Związek Żołnierzy NSZ, CiechTivi, patriodykpolski.pl
IV. Cele konkursu:
Celebracja Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Popularyzowanie wiedzy o Żołnierzach Wyklętych oraz bohaterach walczących o wolność i niepodległość Polski po II wojnie światowej. Upowszechnianie wiedzy o st. sierż. Mieczysławie Dziemieszkiewiczu pseudonim „Rój”, żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych oraz działaczu polskiego podziemia antykomunistycznego na północnym Mazowszu.
Kształtowanie wśród młodzieży postaw obywatelskich i patriotycznych.
Upowszechnianie wiedzy historycznej dotyczącej okresu drugiej konspiracji (lata 1944 – 1963).
Rozbudzanie zainteresowań młodzieży historią Żołnierzy Wyklętych, wzbogacanie owej wiedzy o fakty dotyczące lokalnych bohaterów. Wdrażanie uczniów do samokształcenia oraz rozwijania uzdolnień literackich i plastycznych.
Pielęgnowanie pamięci oraz kultywowanie ideałów i postaw Polskiego Państwa Podziemnego (lata 1944 – 1963).

więcej na stronie Konkursu

Atak na księdza Isakowicza-Zaleskiego!

Kazimierz Wóycicki w „polskim” radiu, programie trzecim, co już wiele tłumaczy – zarzucił księdzu Isakowiczowi-Zaleskiemu, że jest „agentem wpływu” Kremla!

Na filmie ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski udziela wywiadu dla prawicowyinternet.pl podczas 8. Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę.

Wracamy do artykułu na kresy.pl

Wóycicki zapytany, w jakich obszarach współpracy polsko-ukraińskiej działania mogłyby zostać zintensyfikowane. Stwierdził, że konieczne jest

„przezwyciężenie sytuacji w internecie, gdzie propagandowy anty ukraiński hejt, wyraźnie inspirowany czy wręcz opłacany przez Kreml, jest bardzo wyraźnie widoczny”.

Następnie dodał, że ma chodzi

„o takich agentów wpływu, jak Isakowicz-Zaleski i podobne tego typu, pełne nienawiści osoby”

Prowadzący zwrócił uwagę, że ze względu na nieobecność ks. Isakowicza-Zaleskiego należy powstrzymać się od ataków personalnych. Wóycicki przyznał, że dziennikarz próbuje łagodzić atmosferę, „ale pewne rzeczy trzeba mówić otwarcie”. Skrytykował również „koncentrowanie się na Wołyniu” przy podnoszeniu kwestii polsko-ukraińskich relacji historycznych. Pochwalił zarazem wypowiedzi ministra Witolda Waszczykowskiego nt. Ukrainy i prowadzoną przez niego i PiS politykę względem Kijowa.

„Wypowiedź Kazimierza Wóycickiego uważam za obrzydliwe oszczerstwo”

– stwierdził ks. Isakowicz-Zaleski w komentarzu dla Kresów.pl.

Kazimierz Wóycicki już wcześniej publicznie atakował ks. Isakowicza-Zaleskiego. W grudniu 2014 roku we wpisie na Facebooku odmówił mu miana kapłana, imputując mu zarazem członkostwo w „proputinowskiej parti w Polsce”. Była to reakcja wykładowcy UW na wezwania duchownego do protestów przeciwko wizycie ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki w Polsce.

Wcześniej Kazimierz Wóycicki bronił ukraińskich studentów, którzy sfotografowali się w Przemyślu z flagą OUN-UPA. Postulował też, by Roman Szuchewycz – współodpowiedzialny za ludobójstwo na Kresach dokonane przez OUN-UPA – został bohaterem także dla Polaków.

Dziś [27.01.2016] ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski zamieścił na swoim profilu następującą informację:

Jego Magnificencja

prof. dr hab. Marcin Pałys

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

Krakowskie Przedmieście 26/28

00-927 Warszawa

Wielce Szanowny Panie Rektorze,

Stanowczo protestuję przeciwko publicznemu spotwarzaniu Tadeusz Isakowicza-Zaleskiego, wielce zasłużonego dla Rzeczypospolitej Polskiej , przez pracownika Studium Europy Wschodniej UW dr Kazimierza Wójcickiego. Skandaliczne wydarzenie miało miejsce 25.01 br. podczas programu Puls Trójki w III programie Polskiego Radia. Proszę potraktować mój e-mail jako protest profesora i absolwenta Uniwersytetu. Nie mogę znieść myśli, że na uczelni, której dyplomy tak sobie cenię, pracuje i wykłada osoba, która zapomniała treść i sens przysięgi doktorskiej.

Łączę wyrazy szacunku,

prof. dr hab. Marek J. Sarna

Centrum Astronomiczne im. M. Kopernika

Polskiej Akademii Nauk

Warszawa

film od: Dariusz Matecki

Wyborcza łże, jak zwykle!

Artykuł na profilu Leszka Żebrowskiego w odpowiedzi na artykuł gazety [tfu!] wyborczej.

Ręce opadają!

Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać.

W dniu wczorajszym, 25 stycznia 2016 r. w… (trudno, muszę napisać to słowo) „Wyborczej” w dodatku „Ale historia” profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dr hab. Rafał Wnuk zamieścił obszerny materiał zatytułowany: „Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda”.

Odkłamywanie legend historycznych jest rzeczą twórczą i chwalebną, pod warunkiem, że „odkłamiacz” zna się na rzeczy a odkłamywana dziedzina nie jest mu obca. Sprawdzanie, czy dany autor ma faktycznie coś sensownego do powiedzenia, zaczynam na ogół od spraw formalnych, czyli od weryfikacji faktografii, nazewnictwa, nazwisk (i pseudonimów…). Z ogromną przykrością muszę stwierdzić, że prof. KUL wyróżnia się (tak, wyróżnia, a nie jest jednym z wielu „histeryków” z minionej epoki) niechlujnością, ignorancją i operowaniem ideologicznymi ogólnikami z minionej (?) epoki rodem.

Czyli do rzeczy

Dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ był wg niego jakiś „Władysław Szacki„. To nie jest oczywista omyłka, bo w tym samym tekście to powtarza. Jego zastępcą nie był jakiś „Władysław Jaxa Marcinkiewicz”. (Dla ułatwienia podam autorowi, że nie chodzi też o Kazimierza Marcinkiewicza, znanego z tego, że onegdaj był mężem Isabel…). Płk dypl. Tadeusz Kurcyusz Żegota” nie był „komendantem głównym” NSZ. Nomenklatura była bowiem inna. Stanisław Nakoniecznikow nie był „rotmistrzem”, tylko majorem sł. st. kawalerii WP. Trudno mówić o skazaniu go przez sąd AK „za dezercję”, bowiem wraz z nim – na skutek bardzo dramatycznych wydarzeń – do NSZ przeszedł prawie cały Podokręg Północ AK. Tysiące żołnierzy.

Albin Rak był majorem sł. st. WP, w NSZ-AK podpułkownikiem, a nie pułkownikiem. Osławiony „Tom” (oficer AK z Okręgu Lublin) nazywał się „Herbert Jura” wyłącznie w ubeckich gnieciuchach. Do dziś nikt nie ustalił jego prawdziwej tożsamości (chyba, że autor to zrobił?). Zamieszczona jako ilustracja do artykułu fotografia „Toma” nie jest „jedyna”. Jeśli jest, to wyłącznie dla autora. Przy okazji dziękuję dr. hab. Rafałowi Wnukowi za wykorzystanie m. in. moich fotografii. Ale zwracam uwagę, że mimo iż od dawna są one znane i prawidłowo opisane, dla autora to nadal terra incognita, datuje je bowiem na… przełom 1944/1945, choć wiadomo, że zostały wykonane w Maciejowie 26 grudnia 1944 r.

W NSZ nigdy nie było struktury pod nazwą „Sztab Główny” a płk Kurcyusz był dowódcą tej organizacji.

I tak dalej… W zasadzie powinienem na tym, zakończyć i poprosić autora o pobranie choćby „krótkiego kursu” historii NSZ, ale jestem coś winien Czytelnikom.

Skandaliczne wątki, poruszone przez autora – o bardzo silnym podłożu emocjonalnym i ideologicznym (z wydawałoby się, przezwyciężonej epoki komunistycznego ciemnogrodu), wymagają odpowiedniego komentarza. Przynajmniej niektóre, bo to nie jest miejsce do całościowej polemiki.

Wojna domowa

W okupowanej Polsce nie było wojny domowej, choć autor ją wymyśla na Kielecczyźnie, określając ją nawet jako „krwawą”. 22 lipca 1943 r. oddział NSZ, podszywając się pod grupę GL z Lubelszczyzny, nawiązał kontakt koło leśniczówki Puszcza w lasach przysuskich. Nie była to „komunistyczna partyzantka” im. Ludwika Waryńskiego, choć posługiwała się tą nazwą. Była to krwawa banda, dowodzona przez niejakiego Izraela Ajzenmana, przedwojennego pospolitego kryminalisty i recydywisty (półanalfabetę), skazywanego wielokrotnie przez sądy II RP za napady (w tym z bronią w ręku) także na bogatych Żydów… Pół roku wcześniej owa banda spacyfikowała miasteczko Drzewicę. Zamordowali bestialsko – w ramach „czyszczenia terenu z reakcji” (tak, to ich język, analogiczny do pojęć niemieckich nazistów, którzy również „czyścili teren”) siedmiu mieszkańców, w tym dyrektora miejscowej fabryczki Gerlach, aptekarza, nauczyciela…

Siedmiu „gwardzistów ludowych”, przechwalając się swymi dokonaniami, ze szczegółami opowiadało, jak dokonali tej masakry. Odbył się sąd polowy i zwyrodnialcy zostali powieszeni na miejscu. Niestety, nie była to cała grupa Ajzenmana. Innych ścigały miejscowe patrole AK, dość skutecznie, ale nie wszyscy zostali zlikwidowani. Banda była zatem notorycznym zagrożeniem dla okolicy. Jeszcze pod koniec 1944 r., tuż przed tzw. wyzwoleniem, Ajzenman był ostrzegany przez swych komunistycznych pryncypałów, że ma w terenie „opinię mordercy”.

Muszę tu wspomnieć jeszcze jedną rzecz. Gwardziści bardzo lubili „nowoczesne” zabawy z kobietami. Gwałty i morderstwa, a po takich uciechach ciała układali w gwiazdy. Jeśli prof. KUL chce nadal bronić komunistycznych bandziorów, zalecam mu wycieczkę do Archiwum Akt Nowych i zapoznanie się z zespołami 190, 191 i 192 (dokumentacja wojennej PPR i GL-AL). I oczywiście ze wstrząsającymi dokumentami podziemia niepodległościowego. Na skróty też można, bo sporą część dowodów takich zbrodni już opublikowano.

Kolejna sprawa dotyczy Rząbca i rozstrzelania kilkudziesięciu Sowietów, udających „partyzantkę sowiecką”. Było to 8 września 1944 r. Wnuk twierdzi, że to była sowiecka partyzantka, w dodatku niezmiernie liczna (250 osób!), pod dowództwem Iwana Karawajewa. W istocie zawiązek tej grupy mieli stanowić zrzuceni przez Sowietów funkcjonariusze NKGB (11-osobowy desant „Szturm”). Ale skąd mieli wziąć w drugiej poł. 1944 r. Sowietów do swoich szeregów? Na tym terenie ich nie było, to przecież nie Kresy Wschodnie, tylko centralna Polska. A właściwie byli. Zapleczem mieli stać się „zbiegli z niewoli jeńcy radzieccy”. Tak głosi wersja oficjalna, wylansowana w mrocznej epoce Polski Ludowej (i jej się trzyma Rafał Wnuk, profesor KUL). W istocie byli to członkowie kolaboracyjnych formacji pomocniczych, tworzonych przez Niemców do pacyfikacji polskiej ludności. SS-Wachtmanschaften… Tak, powtarzam – były to jednostki podległe SS! Zwano je później popularnie, choć nieprecyzyjnie „własowcami”. Działacze PPR przyznawali, że ze strachu o swe własne życie odebrali im broń! Nic dziwnego, bo sowieccy SS-mani pacyfikowali tuż przed ucieczką do lasu okolicę. Co można było z nimi zrobić? Wypuścić i pozwolić im dalej uprawiać zbrodniczy proceder?

Wg Wnuka BŚ NSZ „zabiła w sumie kilkuset członków i sympatyków PPR i AL”. Od profesora historii KUL należy wymagać czegoś więcej, niż bezkrytycznego powielania bredni ppłk. UB Ryszarda Nazarewicza i innych „utrwalaczy władzy ludowej”.

I jeszcze jedno. Dr hab. historii Rafał Wnuk napisał, że „wszystkie ważniejsze decyzje”, dotyczące Brygady, „akceptowało berlińskie dowództwo SD i Abwehry”. Programy szkoleniowe dla jej żołnierzy mieli opracowywać (w 1945 r.!) bardzo wysocy funkcjonariusze III Rzeszy Niemieckiej: szef wywiadu SD Brigadeführer (tak, profesorze, to się pisze z dużej litery…) Walter Schellenberg, SS-Obersturmbannführer Otto Skorzeny (tak, profesorze, to prawidłowe brzmienie jego nazwiska) oraz sam gen. por. Reinhard Gehlen, szef Fremde Heere Ost w Sztabie Generalnym Wojsk Lądowych (OKH).

Jest to imponujące odkrycie, zaiste niezwykłe. Nie wpadli na to nawet komunistyczni propagandyści spod znaku Jakuba Bermana! Jeśli to prawda, prof. KUL powinien niezwłocznie opublikować stosowne dokumenty, potwierdzające jego twierdzenia. Jeśli ich nie ma, dołącza w ten sposób (dobrowolnie!) do grona komunistycznych kłamców.

Gdy w styczniu ruszył front wschodni, przed nim wycofywało się (w nieładzie lub w sposób zorganizowany) 1,5-2 mln ludzi z terenów, które już ponownie okupowali Sowieci, oraz z rdzennej Rosji. Uciekali wszyscy, którzy po czerwcu 1941 r. ujawnili jakiekolwiek oznaki radości z klęsk sowieckich. Byli wśród nich m.in. Kozacy, ludy kaukaskie, mieszkańcy krajów bałtyckich, jak również społeczności i mniejszości religijne (w tym np. starowiercy). W tym kontekście należy widzieć przemarsz zaledwie 800-osobowej Brygady. Mimo upływu ponad 70 lat od zakończenia działań wojennych i dostępności wszystkich archiwów z tego zakresu, do dziś nikt nie natrafił na dokumenty, potwierdzające realną współpracę Brygady, w dodatku na tak wysokim szczeblu. A przecież aparat propagandowy Josepha Goebbelsa (ministra propagandy i wreszcie kanclerza Rzeszy) na przełomie 1944/1945 r. przymilał się do Polaków: „tylko orientacja europejska może uratować Polskę”… (Skąd my to znamy?).

Dowódca Brygady do końca informował swych żołnierzy, że wycofuje się ona w celu połączenia się Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie. Brygada nigdy nie podjęła żadnych działań na rzecz Niemców, choć była do tego usilnie namawiana. Nie weszła też w skład „międzynarodówki antybolszewickiej” z udziałem m. in. Waffen SS i… Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jak to kategorycznie obwieścił nam autor owej gazety, wymienionej na początku!

Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać. Być może „najlepiej”, jak potrafił, ale od osoby posługującej się stopniem i tytułem naukowym mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek wymagać czegoś więcej niż tekstu na poziomie „Trybuny Ludu”. Można oczywiście całość skwitować, że jaka gazetka, taka historyjka (vel histeryjka). Organ z ul. Oszczerskiej wielokrotnie osławił się paszkwilami i był na tym łapany. Niczego to ich – jak widać – nie nauczyło.
Ale z powodu coraz niższego poziomu tandetnej propagitki, upudrowanej w celu ukrycia elementarnych braków, można im (gazetce i autorowi) tylko współczuć, bo przecież będzie im to zapamiętane.

Po prostu ręce i gacie opadają…

Na zdjęciu: więźniarki z obozu koncentracyjnego w Holiszowie, wyzwolonego przez Brygadę Świętokrzyską.

Kibice na odsiecz Matce Boskiej!

Czy my – Kibice – mamy ruszyć na odsiecz? Odbić miasto Matki Bożej z czerwonych łap?

Co się dzieje w naszym mieście! Co się dzieje pod murami Jasnej Góry? Czy znów Szwedzi? Czy to tym razem „Polak do Polaka”?

Na wpolityce.pl czytamy z przerażeniem:

W Częstochowie, mieście Matki Boskiej Jasnogórskiej, w którym władzę sprawują lewicowy prezydent i radni PO-SLD, poruszenie wywołała uchwała, która ma umożliwić naukę islamu za publiczne pieniądze.

Uchwała, jak wynika z jej treści, ma doprowadzić do zawarcia umowy między prezydentami Częstochowy i Katowic ws. nauczania religii dzieci wyznawców islamu. Miałaby się tym zająć Liga Muzułmańska, ale za pieniądze dostarczane przez obydwa miasta.

Projekt, nad którym radni mają głosować w najbliższy czwartek, ujawnił radny PiS Artur Sokołowski.

Co się dzieje w Świętym Mieście?!

Czy my – Kibice – mamy ruszyć na odsiecz? Odbić miasto Matki Bożej z czerwonych łap?

film od: lokalni patrioci / Pressmix / Inter Media TV

Kibice Śląska i Paweł Kukiz!

Kukiz – sprowadzić Michnika! Kibice – znamy adres!

Paweł Kukiz chce sprowadzić do Polski Stefana Michnika. Kibice Śląska Wrocław – znają adres🙂

Paweł Kukiz:

Mnie bardzo imponuje Izrael. Bardzo bym chciał, by Polska była na tyle silna, by sprowadzić ze Szwecji Stefana Michnika i posadzić go na ławie oskarżonych. I jest mi wszystko jedno, czy ma on pochodzenie żydowskie czy mongolskie, ale komunistyczny zbrodniarz nie powinien w spokoju dożywać swoich dni!

Relacja Kibiców Śląska Wrocław

Kibice Śląska Wrocław, wracając z meczu z IFK Goeteborg, wymienili uprzejmości z miejscowymi i szwedzką policją, a potem odwiedzili dom Stefana Szechtera Michnika! Morderca sądowy polskich Bohaterów mieszka w Szwecji od 1969 roku. Niczego mu nie brakuje. Nikt go nie niepokoi. Jego bratAdam Michnik zamula Polakom mózgi swoim bełkotem od początku lat 90. gdy stworzył gazetę wyborczą – medium, które Polacy początkowo uznali za medium Solidarności i – niestety – obdarzyli zaufaniem.

Od wielu lat ta szmata zatruwa swoich czytelników propagandą dziwactwa, wypocinami degeneratów, wręcza swoje nagrody, „namaszcza” wiernych „intelektualistów”. Na szczęście z miesiąca na miesiąc traci czytelników, zmniejsza nakład i musi zatrudniać swoje dziennikarskie psy na umowach śmieciowych. Niedługo sczeźnie na śmietniku historii.

18.12.2012 Szwedzcy narodowcy z organizacji „Nordisk Ungdom” zorganizowali 16. grudnia pikietę pod domem Stefana Michnika, stalinowskiego potwora odpowiedzialnego za śmierć wielu polskich patriotów. Dziś żyje on sobie bezpiecznie w Szwecji, dokąd niestety uciekł, i gdzie posiada obywatelstwo Szwecji. Był ponoć „zniesmaczony” pikietą.

Teoretycznie można powiedzieć, że Adam nie odpowiada z czyny Stefana! Ale – tylko teoretycznie. Bo – medium Adama – szkaluje pamięć Żołnierzy Wyklętych, czyli… ofiar Stefana Szechtera Michnika. O tym często przypominają kibice Legii Warszawa i innych klubów.

Słowa uznania należą się teraz kibicom Śląska Wrocław. A do nas – do was należy podać to dalej, innym. Zrozumieć na czym polega ten trwający od lat spisek, dzięki któremu komunistyczni mordercy mają się lepiej, niż ich ofiary i rodziny ich ofiar!

Bezkarność Szechtera to taki sam element tego układu, jak to co dzieje się teraz wokół warszawskiej „Łączki”.

„Zatrzymujemy się pod domem zbrodniarza stalinowskiego Stefana Szechtera Michnika i głośnymi okrzykami przypominamy mu o jego przeszłości – W latach 1951–1957 przewodniczył składom sędziowskim sądzącym schwytanych żołnierzy Podziemia Niepodległościowego i brał udział w egzekucjach wielu wybitnych osób Podziemia Antykomunistycznego. Był on członkiem grupy sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w sprawach, w których doszło później do pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób skazanych na śmierć.”

film od: Blogpressportal / Nordisk Ungdom

Tropem wilczym!

Tropem wilczym!

W tym roku 28 lutego w 160 miastach w Polsce ponad 40 tys. uczestników odda hołd Żołnierzom Wyklętym. Bieg organizuje 7 zagranicznych miast, w tym Londyn i Nowy Jork. Idea przekroczyła granice Europy i podbiła Amerykę – mówi Barbara Konarska, współorganizatorka biegu Tropem Wilczym w rozmowie z „Codzienną”.

Skąd wziął się pomysł, aby poprzez bieganie oddać hołd Żołnierzom Wyklętym?

Pomysł narodził się w głowach harcerzy i Michała Dworczyka – byłego prezesa fundacji Wolność i Demokracja. Z wyobrażeń o żołnierskim życiu wypływa przekonanie, że towarzyszy mu fizyczny wysiłek i zmęczenie, a samo bieganie wydaje się organicznie przypisane żołnierskiej codzienności. Stąd idea, aby właśnie w taki mocno angażujący fizycznie sposób uczcić pamięć Niezłomnych wydała się najtrafniejszą formą aktywnego upamiętnienia tych, którzy oddawali życie w walce o niepodległą Polskę.
Pierwsza edycja była działaniem testowym, prawie spontanicznym, był to bieg po terenie leśnym, na orientację. I mimo że nie był nagłośniony medialnie i miał charakter mocno kameralny, uczestnicy i organizatorzy poczuli ogromny potencjał takiego wydarzenia, które jest jak osobiste doświadczenie otarcia się właśnie o tę trudną codzienność Wyklętych. Postanowili podzielić się tym niezwykłym doświadczeniem i zaprosić innych do biegu w tej intencji, a całe wydarzenie oprawić w profesjonalną organizację i nadać wydarzeniu rozgłos.

Druga edycja biegu została oparta na zasadach, które potem stały się obligatoryjne w latach późniejszych: pakiety startowe dla uczestników i obowiązkowy dystans o długości 1963 m – na pamiątkę roku śmierci Józefa Franczaka „Lalka” – ostatniego Żołnierza Wyklętego. Temu wydarzeniu zaczęły już towarzyszyć media. Założeniem trzeciej edycji było zorganizowanie przynajmniej jednego biegu w każdym województwie, czyli 16 biegów lokalnych. Rezultatem pracy organizatorów było 20 tys. uczestników, którzy pobiegli w 81 miastach Polski.

Jakie są założenia na ten rok? Na bieg 28 lutego?

Przy tegorocznym biegu poprzeczka poszła bardzo wysoko: przekroczyć granice Polski i podwoić liczbę miast, a tym samym liczbę biegaczy. No i biegnie cała Polska. Wydarzenie przerodziło się w akcję masową. Przy zaangażowaniu kilku tysięcy organizatorów w 160 miastach w Polsce, ponad 40 tys. uczestników odda hołd Żołnierzom Wyklętym. Bieg organizowany jest też w siedmiu miastach za granicą, w tym Londynie i Nowym Jorku. Idea przekroczyła granice Europy i podbiła Amerykę.

Bieg to też edukacja?

Przede wszystkim edukacja. Ale taka skuteczna, trafiająca do serca. Bieg ideowy, w którym nie tylko przekazuje się zapomniane i ukrywane karty naszej historii, ale przez strukturę wydarzenia, imprezy towarzyszące, w których biorą udział rekonstruktorzy w mundurach – pozwala zbliżyć się do historii. Nic mocniej niż własne zmęczenie i ból mięśni nie powie o fizycznych kosztach postaw Niezłomnych. Jeśli do tego dodamy świadomość, że ten bieg po niepodległość trwał dla niektórych nawet latami, że często musieli przemierzać tę drogę z pustym żołądkiem, w zniszczonych butach, w ciągłym zagrożeniu życia i że nie kończyła się ciepłym obiadem w domu, ale nieustającą bezdomnością – edukacyjne walory takiego biegu są nie do przecenienia. A uczestników naprawdę zaczyna z Niezłomnymi łączyć więź szczególnej bliskości.

Spodziewali się Państwo, że to wydarzenie będzie miało aż taki zasięg?

Nie. Skala wydarzenia jest przecież precedensowa. Biegnie cała Polska. Wydarzenie jest apolityczne, nie biorą w nim udziału żadne partie ani biura poselskie. Jest to więc czysta manifestacja patriotycznych postaw Polaków. Biegną ludzie w każdym wieku, często całymi rodzinami. A organizatorzy lokalni przyłączyli się do projektu na własny koszt, sami też zajmują się całą logistyką. Organizatorami są urzędy miast, gmin, fundacje, stowarzyszenia, kluby sportowe, szkoły, parafie… Warunkiem jest wyposażenie biegaczy w nasze pakiety startowe oraz zorganizowanie biegu na dystansie „Lalka”, czyli tych 1963 m. Każde miasto może indywidualnie ustalić dodatkowe długości dystansów. W Warszawie poza dystansem obligatoryjnym, w którym często biorą udział rodziny z dziećmi – są jeszcze dystanse na 5 i 10 km.

Autor: Jarosław Wróblewski Źródło: Gazeta Polska Codziennie

„Łupaszka” spocznie na Powązkach

„Łupaszka” spocznie na Powązkach „Pogrzeb legendarnego dowódcy AK, majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, będzie patriotyczną demonstracją!”

– czytamy w rp.pl

Organizatorzy pragną zaprosić Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudę. Pogrzeb odbędzie się w uroczystej asyście Wojska Polskiego.

„Na pewno uroczystość ta odbędzie się z asystą Wojska Polskiego”

– zapewnia nas Bartłomiej Misiewicz, rzecznik resortu obrony.

„Chcielibyśmy, aby msza żałobna odbyła się w katedrze polowej Wojska Polskiego, następnie kondukt żałobny przeszedłby przez Warszawę na Powązki, tak aby była to manifestacja patriotyczna”

– opisuje „Rzeczpospolitej” Wojciech Łuczak, prezes Fundacji Niezłomni im. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, który jest współorganizatorem pochówku legendarnego dowódcy.

Rodzina majora nie zgodziła się na pochówek odnalezionych szczątków w tak zwanym „panteonie”. Zgodnie z wolą nieżyjącej już Barbary Szyndzielarz córki majora – jego szczątki będą pochowane w grobie rodzinnym.

„Łupaszka” był jednym z twórców V Wileńskiej Brygady AK. W czasie wojny w równym stopniu walczył z niemieckimi oddziałami policyjnymi, jak i litewskimi czy białoruskimi oraz partyzantami sowieckimi. Szacuje się, że na terenie Nowogródczyzny od wiosny 1943 do lata 1944 r. doszło do 200 potyczek żołnierzy AK z Sowietami, dlatego „Łupaszka” był przez nich znienawidzony.

Po wojnie nie zaprzestał działalności. Jego oddział do 1947 r. na Pomorzu i Białostocczyźnie atakował posterunki milicji i wojska, organizował zamachy na działaczy komunistycznych.

Szendzielarz został aresztowany przez UB w połowie 1948 r. Prokuratura postawiła mu m. in. zarzut próby obalenia siłą ustroju, a także zwalczania w czasie wojny partyzantki sowieckiej oraz współpracy z Niemcami. Został skazany na 18-krotną karę śmierci. Wyrok na nim i na jego towarzyszach wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie. Ich ciała zakopano w bezimiennej mogile na Powązkach. Na początku lat 90. stalinowskie wyroki uchylono.

Od kilku miesięcy pion śledczy IPN prowadzi śledztwo w sprawie okoliczności skazania przez komunistyczny sąd dowódców V Wileńskiej Brygady AK, w tym „Łupaszki”. Prokurator Marek Klimczak nie ma wątpliwości, że żołnierze podziemia niepodległościowego zostali nieprawidłowo osądzeni. Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem zespół orzekający mógł się składać z sędziego zawodowego i dwóch ławników lub trzyosobowego zespołu sędziów zawodowych. W tym przypadku wyrok wydali: sędzia zawodowy Mieczysław Widaj, ławnik – oficer Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – oraz asesor sądowy.

film Rozstrzelana Armia – Andrzej Kołakowski od: PrawicowyInternet