Turniej z okazji „Wyzwolenia Warszawy”

Turniej z okazji „Wyzwolenia Warszawy”

Odkrywanie historii najnowszej – część kolejna. Z nieco osobistym wstępem, wybaczcie. Ten wstęp ma na celu pokazać, jak wyglądała rzeczywistość lat siedemdziesiątych XX wieku w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, za rządów Edwarda Gierka.

W latach siedemdziesiątych, właśnie w Warszawie, w styczniu odbywał się międzynarodowy turniej koszykówki z okazji Wyzwolenia Warszawy. Tak! Wyzwolenia. Nikt wówczas nie kwestionował głośno daty 17 stycznia 1945 roku.

Młodzi ludzie chcieli oglądać najlepsze drużyny reprezentujące stolice państw tak zwanego bloku sowieckiego, państw socjalistycznych. Pod szyldami stolic, na przykład Moskwy, Sofii, Budapesztu, Berlina występowali zawodnicy najmocniejszych klubów. Trzon drużyny Warszawy stanowili koszykarze CWKS Legia, czasem z niewielkim uzupełnieniem z innych klubów,

Na przykład w roku 1974 zwyciężała Moskwa (oparta na zawodnikach Dynamo i CSKA), Legia była druga, na trzecim miejscu reprezentujący Wrocław – Śląsk, kolejno drużyna Pragi czeskiej i Polonia Warszawa. Na szóstym Budapeszt, na siódmym Sofia.

Na któryś z tym turniejów wybrałem się do Hali Gwardii z moim dziadkiem. Uczestnikiem walk w Armii Ochotniczej Imperium Rosyjskiego, ułanem podczas wojny 1920 roku, obrońcą Warszawy w 1939 roku.

Dziadek był bardzo zainteresowany koszykówką, ale… dość głośno kwestionował nazwę turnieju. Kwestionował datę 17 stycznia 1945 roku… Siedzący obok popatrzyli na niego karcąco i dziadek się już nie odezwał.

Nic z tego nie rozumiałem! Ja – wówczas nastolatek – miałem wbite do głowy, że Czterej Pancerni i pies, oraz Hans Kloss wyzwolili stolicę 17 stycznia 1945 i nawet przez myśl mi nie przeszło kwestionowanie lub interpretowanie tej daty.

Teraz, gdy wiem więcej i przechodzę obok Hali Gwardii – wspomnienia wracają. Wtedy „nie wolno było” kwestionować oficjalnej wersji historii.

Dziś możemy, musimy wręcz odkłamać historię. Choćby na przykładzie własnym, własnego dziadka, czy rodziców. Pokazują że większość ludzi żyjących w PRL, w latach siedemdziesiątych spokojnie „łykało” oficjalną propagandę.

Dopiero rok 1980, ten „Karnawał Solidarności” pozwolił na mówienie i pisanie prawdy. Na kilkanaście miesięcy. Potem nadszedł stan wojenny i znów dostęp do prawdziwych lektur mieli tylko ci, którzy sięgali po wydawnictwa nielegalne, bez cenzury, kolportowane z rąk do rąk.

Gdyby stan wojenny potrwał jeszcze dłużej – nie można by już odbudować Pamięci!

Stało się, jak się stało. Dziś już wiemy więcej, prawie wszystko. Ale to też za mało! Wzorem Leszka Żebrowskiego chciałbym zaapelować do wszystkich o to, żeby „szukali swojej historii”! Historii swojej rodziny, rejonu, wsi, miasteczka, miasta.

Tylko znajomość naszej historii da nam broń przeciwko kolejnym specom od manipulacji.

Niedawno natrafiłem na doskonały artykuł Daniela Witowskiego w Polskaniepodległa.pl który w całości przytoczę.

Obalić mit komunistycznej propagandy.

Czerwony terror zapanował w Warszawie na kilka miesięcy przed jej „wyzwoleniem”

17 stycznia 1945 roku oddziały 1 Frontu Białoruskiego sforsowały Wisłę i przedostały się na lewobrzeżną część Warszawy. Krajobraz, jaki ujrzeli, był przerażający – zgliszcza, ruiny i wszechobecny pył. Miasto było wyludnione. Pozostała jedynie garstka osób, której udało się ukryć przed niemiecką wywózką do ośrodka filtracyjnego w Pruszkowie. Nazwano ich później wymownie „robinsonami”.

Wraz z wkraczającymi oddziałami Armii Czerwonej i Wojska Polskiego, złożonego z niedawnych więźniów łagrów i gułagów, maszerowały jednostki NKWD. Ich zadaniem była eliminacja tych Polaków, którzy mogli być niewygodni dla nowej władzy czyli niepożądanych w nowym, narzucanym Polsce systemie.

Aresztowania, prześladowania i egzekucje na terenie Warszawy nie rozpoczęły się jednak 17 stycznia 1945 roku, a już 4 miesiące wcześniej. W okresie PRL-u władza niechętnie wspominała, że żołnierze 1 Frontu Białoruskiego zajęły prawobrzeżną część stolicy 14 września 1944 roku i przyglądały, jak wykrwawiają się Powstańcy po drugiej stronie Wisły. Komunistyczna propaganda tłumaczyła brak pomocy walczącym przeciwko Niemcom warszawiakom koniecznością uzupełnienia zaopatrzenia.

Oczywiście nikt nie wspominał wówczas, że Stalin nie pozwolił aliantom lądować na zajętych przez Sowietów terenach, by ułatwić zrzuty dla Powstańców. Radziecki dyktator czekał, aż Warszawa spłynie krwią, aż zostanie zburzona. Było mu to na rękę – z jednej strony w Powstaniu zginęło bardzo wielu polskich patriotów, którzy łatwo nie oddaliby Sowietom Polski pod władanie, zaś z drugiej – na gruzach stolicy mógł zbudować nowe, socrealistyczne miasto.

Tuż po zajęciu Pragi przez oddziały 1 Frontu Białoruskiego, NKWD uruchomiło kilka, jak nie kilkanaście miejsc kaźni po prawej stronie Warszawy. Szacuje się, że przez praskie kazamaty przewinęło kilka lub kilkanaście tysięcy Polaków. Część z nich zamordowano i zakopana w bezimiennych mogiłach, dotychczas niezlokalizowanych. Starsi mieszkańcy Pragi mówią, że ciała ofiar komunistycznego terroru były zwożone w okolice obecnego nasypu kolejowego przy Rondzie Żaba. Żadnej instytucji publicznej nie spieszy się jednak, by mogił szukać. Ogromna ilość zakopanych w ziemi ciał musiałaby na długie miesiące zablokować ruch pociągowy i samochodowy w okolicy…

Przez większość okresu istnienia III RP władze państwowe, czy też władze miejskie (także przecież wywodzące się z establishmentu), traktowały 17 stycznia jako rocznicę nie do końca pożądaną, jednak w jakimś stopniu honorowaną. Umyślnie obchodom „oficjalnym” nie nadawano specjalnego rozgłosu, by nie prowokować dyskusji społecznej. Przydzielano jednak asystę honorową wojska, palono znicze pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Jaki sens miały te działania, skoro „wyzwolenie Warszawy” – te 17 stycznia – było bezkrwawe? Przypomnę – lewobrzeżna Warszawa była wówczas niemalże zrównana z ziemią i opustoszała!

W kolejne rocznice tego dnia, jak i 14 września (wkroczenie jednostek podległych dowództwu Armii Czerwonej na warszawską Pragę), powinniśmy więc oddawać hołd nie żołnierzom radzieckim, którzy wkraczali do kolejnych miast i zaprowadzali nowy, czerwony porządek, a ofiary tegoż. Na koniec warto zaznaczyć, że do tej grupy (ofiar komunizmu) zaliczają się także żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego…

Szanowni Czytelnicy!

Jeśli dotrwaliście do końca artykułu, to… jeszcze nie koniec🙂 Zobaczcie jak „kombatanci” obchodzą po swojemu rocznicę „wyzwolenia”. Niewielu już ich zostało. Mamy demokrację i nikt im nie zabrania wierzyć w to, w co wierzyli przez całe życie.

Powiecie – „kilku staruszków”… Nie! Oni mają dzieci i wnuki, które znają inną historię i mają inne ideały. Odwołam się znów do Leszka Żebrowskiego, który powiedział, że:

„Trzecie pokolenie ubeków walczy z trzecim pokoleniem akowców”.

film od: jan jankow

 

 

No Comments

Post a Comment