„Promocja” UPA!

„Promocja” UPA! Czyli Rowerem po śladach krwi!

„Bohaterowie” UPA promowani w atlasie rowerowym, czy jak to tam nazwać! Za nasze – jak można wnosić – pieniądze, w atlasie wydanym w ramach programu „Green Velo”, który ma promować Wschodni Szlak Rowerowy!

Refleks Księdza Isakowicza-Zaleskiego!

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, znany nam wszystkim ze swojej odwagi, siły i niezłomności oraz wytrwałości w walce o prawdę trudnych relacji Polski i Ukrainy – na swoim blogu zwrócił uwagę jako pierwszy na to „wydawnictwo”. Ksiądz Tadeusz jest znany z akcji upamiętniania ofiar zbrodni ukraińskich i jako wielki przeciwnik gloryfikacji UPA.

Jego zdaniem:

„Niedopuszczalne jest, by w wydawnictwie finansowanym z publicznych pieniędzy pojawiały się takie obiekty!”

Rowerowe kłopoty

Sprawa tej publikacji ma wymiar, moim zdaniem, kryminalny! Polityczny też! Dziwacznie wiąże się też z… jeżdżeniem na rowerze! W roku 2009 wybuchła sprawa organizacji rajdu rowerowego śladami Stefana Bandery! Rajd przygotowała Fundacja „Eko – Miłosierdzie” i władze samorządowe Lwowa.

Nie pomnę, jak to się skończyło… Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wyraziło (chyba) zgody na ten przejazd.

Czytałem wtedy artykuł na stronach polityka.pl

„[…] Czy nasz MSZ musi się zgadzać na przejazd przez Polskę […] młodych Ukraińców? Czy w Birczy, gdzie pamięć walk z UPA jest tak boleśnie żywa można oczekiwać życzliwości w stosunku do młodych Ukraińców z wizerunkiem Bandery na koszulkach, którzy tam zatrzymają się na nocleg?

Jednak czy obojętność wobec podobnych imprez można uznać za przejaw tolerancji i pojednania? Dzieci nie są oczywiście winne, może nawet większość z nich nie wie, kim był Stefan Bandera. To dorośli popełniają co najmniej nietakt. Przyjaźń polega także (lub zwłaszcza) na szanowaniu wzajemnych uczuć i doświadczeń.”

Promocja UPA!

Atlas który miał promować turystykę rowerową, promuje… „bohaterów UPA”

Na stronie PodkarpackaHistoria.pl czytamy:

W Atlasie Rowerowym Województwa Podkarpackiego wydanym w ramach programu „Green Velo” promującego Wschodni Szlak Rowerowy wśród miejsc godnych zwiedzania znalazł się nielegalny pomnik w podprzemyskich Hruszowicach poświęcony Ukraińskiej Powstańczej Armii. Kontrowersje wzbudza fakt, że obelisk wywołujący emocje został w tym wydawnictwie, finansowanym z publicznych pieniędzy, określony jako „Pomnik poświęcony bohaterom UPA”.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski apeluje na swoim blogu o wysyłanie marszałkowi województwa podkarpackiego Władysławowi Ortlowi protestów w tej sprawie. Publikacja wzbudza emocje m. in. dlatego, że pomnik w Hruszowicach z prawnego punktu widzenia stoi nielegalnie. Postawiono go pod osłoną nocy w 1994 roku. Na obelisku znajdują się m. in. nazwy oddziałów UPA operujących na tym terenie, znanych z krwawych rozpraw z polską ludnością.

Rowerem po śladach krwi!

Oficjalnie wydawcą kontrowersyjnego atlasu jest Regionalna Organizacja Turystyczna Województwa Świętokrzyskiego, zaś projekt publikacji przygotowała warszawska spółka EURO-PILOT.

Dlaczego informacja o pomniku „bohaterów UPA” znalazła się w przewodniku czy też atlasie?

W warszawskiej firmie EURO PILOT usłyszałem, że po prostu umieszczono pomnik w tym miejscu, bo on jest! No, faktycznie, jest!

Zapytałem, czy praca firmy podlegała jakiemukolwiek sprawdzeniu? Oczywiście! – odpowiedziano mi. Sprawdzać miał, czy też musiał zamawiający, czyli Regionalna Organizacja Turystyczna.

Moim zdaniem

W dużym uproszczeniu ale bez ryzyka omyłki – program „Green Velo” promujący turystykę rowerową w pięciu województwach Polski południowo-wschodniej został sfinansowany z publicznych pieniędzy. W skład „programu” wchodzi budowa trasy rowerowej na długości około dwa tysiące kilometrów. Koszt został pokryty między innymi ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej 2007-2013.

Można się domyślać, że atlas to tylko malutki fragment wielkiej inwestycji. Ale też zapłacony publicznymi pieniędzmi.

UPA pomnik

Głupota, czy dywersja?

„Ktoś” robi mapę. Nanosi na mapę, to co jest w realnej rzeczywistości. „Ktoś” inny to na pewno sprawdza. Chyba nie może być inaczej?

Sądzę, że zlecający powiedział temu, co robił mapę – jakie rzeczy go interesują? Jakoś to zostało określone i – mam nadzieję – że na TEJ konkretnie mapie nie spodziewał się naniesienia na przykład wszystkich nocnych sklepów z alkoholem! Zatem – jakoś – określił co go interesuje! Można sądzić, że po przyjęciu wykonanej mapy – sprawdził co się na niej znajduje?

No i tak możemy dedukować dalej…

„Ktoś” sprawdzał. I musiał zobaczyć, że obiekt na mapie jest opisany jako „Pomnik poświęcony bohaterom UPA”.

Temu komuś nic się nie nasunęło, żadna wątpliwość, żadne pytanie, żadna potrzeba refleksji…

Zatem – głupota, czy dywersja?

Za dywersję trzeba by normalnie rozstrzelać! Głupotę – leczyć, ale już nie za państwową kasę!

Do tematu będę jeszcze wracał…